wtorek, 17 czerwca 2008

Exotic Apple - CD43- 1994r.


Wracam po długiej przerwie. Nie chodzi o to, że Merzbox mnie zmęczył lub coś takiego. Poprostu jakoś nie było weny a przecież zaczynają się moje ulubione płyty. Exotic apple to klasyk. Otwierający utwór "Sunohara Youri Is Suzanna Erica" utrzymany zdecydowanie w tonacji stacatto-blaszanej ubrany w dramatyczne panningi, które szybko przeradzają się w ścianę zgiełku i wycia niedopiętych kabli. Ładna zupa, doprawiona i gęsta. W kolejnym utworze następuje jednak zwrot. "Moon Over The Bwana A" to transowa i bardzo rytmiczna kompozycja. Może nie dobiłaby do eska top 10 ale jest wyjątkowo taneczna. Plemienny beat i rytmicznie pojękująca pani działają na wyobraźnię. Do tego jakieś niezklasyfikowane bębny(?) i jęki syntezatora. Całość niewiarygodnie urokliwa. Powerplay tygodnia zdecydowanie. Kolejne takty dodają szum, przestery ba nawet coś na kształt breakdownu. Normalnie Dance-Noise. Może nie podany w 4/4 jak podczas koncertu Mistrza we Wrocławiu ale idealny na porannego kaca. Kolejny utwór to kolejna niespodzianka, "Apple Rock 1" skręca w stronę darkambientu. Bulsowanie sinusoidy, niepokojące szurania i oddechy, echo, tajemniczy klawisz. Wypisz, wymaluj dark ambient z odrobiną szumu. No i jeszcze ta posępna gleboka gitara i "Bon voyage" które pada niespodziewanie, chołd złożony LSD. "Apple Rock 2" to wysoce pocięte skrawki rozmów, nagrań gitar i skrzypiec. Całość w akompaniamencie pocieraka i syntezatorów. " Apple Rock 3 " to loop rostej melodii zagranej na klawiszach. Nie jestem w stanie jej rozpoznać ale prawdopodobnie nagrano ją na taśme i zaczęto niszczyć zmianą tempa i efektami. Pojawia się synteztor a loop zmienia się na zawodzenie jakiejś japonki przypominające mi locked groove na winylu. " Apple Rock 4 " jest bardziej na modłe nieskotonowego hałasu i popiskującego syntezatora, pojawia się coś co brzmi jak zdegradowane cowbelle ale to tylko moje skojarzenie.

czwartek, 15 maja 2008

Sons Of Slash Noise Metal -cd42- 1993r.


Clipping. W muzyce nieporządane zjawisko. Jednak Merzbow uczynił z niego sztukę. Pierwszy (In-A-Gadda-Veddah) utwór jest przesterowany do granic możliwości, zamazane bębny, gitary i kaskady jęków męczonego sprzętu. Wszystko dojrzałem dynamiczne i pełne uroku. Cross Toad to potężna eksplozja intensywnie ekspolatująca szumy, blachy i pedały gitowe. Skwiercznie, jęki i piski, gruba basowa barwa. Brak rytmiki. Potęga analogu i prawdopodobnie pocieraka. Na dodatek ćierkanie EMS AKS i potężny pojawijący się pogłos. Wyjątkowo nie easy listening. Nie wiem czy już pisałem ale pasmo AKITY dąży do nieskończoności. Kiedy zdaje ci się, że dźwięk jest na tyle gęsty, że już nic nie da się zmieścić Merzbow zawsze znajdzie miejsce by coś dołożyć. "Slash Embryo" mi o tym przypomina. Blachy, szum, szczątki perkusji. Pętle i sam nie wiem co jeszcze. Ten człowiek jest tytanem hałasu. I jeszcze jedno - nie je mięsa. Cóż jakoś ten wegetarianizm objawić się musiał. Bardzo pozytywnie pokurwiona płyta. Chyba najostrzejsza z dotychczasowych w tym blogu.

poniedziałek, 5 maja 2008

Brain Ticket Death -CD41- 1993r.


Jaki jest bilet do śmierci mózgu? Całkiem przyjemny. Merzbow na tym etapie stał się już tą osobą, którą dobrze wszyscy znamy, choć nie ma tu ani jednego komputera to proces destrukcji i wydobywania jazgotu jest taki sam jak na współczesnych płytach. Gęsta analogowa papke i metaliczne świerszcze wskakujące do uszu słuchacza. Biały szum, pedały gitarowe, stal, blachy i syntezatory firmy EMS to główne składowe tego albumu. Dźwięk brudny i ponury rozjaśniany tym metalicznym sykiem tak charakterystycznym dla Masamiego. Dla mnie najpiękniejsze są syntezatory ćwierkające i wydające inne nieziemskie odgłosy. Chciałoby się zaśpiewać tantz mit mir...mein liebe tantz! Choć dynamiczne zmiany i szczątkowe struktury rytmiczne pewnie by na to nie pozwoliły ale od czego jest wyobraźnia?

środa, 23 kwietnia 2008

Music For True Romance Vol.1 -CD40- 1992r.


Kolejna czterdziesta już próba niszczenia muzyki. Czy może zaskoczyć? Otóż tak. Masami to japończyk, człowiek narodu wybranego (nie wiem po co i do czego ale wybranego...). Na tej płycie w ruch idą nagrania innych wykonawców. Nazistowskie werble, symfonie, jakieś śpiewy i folk. Wszystko mocno przesterowane i zapętlone składa się na całkiem hałaśliwy przysmak. Jeśli do tego doliczyć analogowe zawodzenia jakiś syntezatorów, zacięnte płyty CD, blachy i sam geniusz kompozycji - robi się ciekawie. Objętnie czy na warszat jest brana japońska papka, śpiewy czy folk- Merzbow zamienia wszystko w hałas albo efektami albo pentaląc sekwencje w nieskończoność. Bywa głupkowanto i hałaśliwie. Płyta kolarz, bardzo udany.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Stacy Q, Hi Fi Sweet Leaf -CD39- 1991r.


"Decomposed Cockoo", który otwiera tę płytę to nisko osadzony kolaż szumów, buczeń i jazgotu. Czuć zamiłowanie do pogłosów ech i opóźnień. Szumy są wyskie i niskie, metaliczne i organiczne. Całość brzmi jak jednostajna eksplozja i jest bardzo dynamiczna. "Stacy Q, Hi Fi Sweet Leaf" to bardzo mocne preparacje nagrań. Clipping distortion, echa i poglosy. Pętlę, zmiany tempa, przskakiwanie po falach radioodbiornika oraz zabawy z korektorem. I tak fortepian spotyka, jakieś techno, pojawiają się pętle i jakieś kawałki niezidentyfikowanuych nagrań funkowych/rockowych. Z czasem wszystko ulega rozmyciu i staje się hałasem.

czwartek, 17 kwietnia 2008

Hannover Cloud - CD38 - 1990r.


Jak może brzmieć magnetyczna chmura? Chyba tak jak przedstawia to otwierający płytę "Magnetic Void". Kawałek opiera się na szumie. Nie jest to jednak klasyczny biały szum. To metaliczne wycie siejące po różnych częstotliwościach i modulowane na różne sposoby. W żadnym przypadku nienudne. Zmainy dokonywane są bardzo szybko i zarazem dramatycznie. Czysty hałas brak elementów muzycznych aczkolwiek pozbawiony nudy. Dalej mamy "Rocket Bomber". Utwór ma rwano, analogwy, przesterowy charakter. Są wyraźne panningi i hałas niesymetryczny w sesnsie lewy prawy kanał. To dobrze po to Bozia dała stereo. Momentami kanały są calkowicie wiciszane do wlewa do uszu słuchacza kolejną łyżkę miodu, z rtęcią. "Untitled COCK" to praca pogłosowo radiowa o grubym basowym brzmieniu. Pojawiają się urwania i zmiany pasma na hałasy zawieszone bardzo wysoko. Dobre. Natomiast "Autopussy Go No Go 2" ma dobry rytmiczny początek i dużo metaliczych dźwięków w akompaniamencie szumów i blachy oraz jakiegoś zwierania obwodu elektrycznego. Nie wiem może to nie obwód ale takie mam pierwsze skojarzenie. Materia jest bardzo dynamiczna i potwornie rwana, antymuzyczna ze wszechmiar i ostro kująca sopranami w uszy. Muzyka zniszczona.

wtorek, 15 kwietnia 2008

Newark Hellfire - Live On WFMU, 1990 - CD37- 1990r.

Ten krążek to zapis koncertu Merzbow w WFMU. Nie wiem co to jest i nie chce mi się sprawdzać. Cóż takiego dzisiaj mam lenia. Nie zmienia to jednak faktu, że płyta jest interesująca. Czuć, że Merzbow wyraźnie skręcił w stronę hałasu absolutnego. Zero rozpoznawalnych instrumentów. Jeśli nie liczyć "Pocieraka". Czym jest Pocierak? TO urządzenie konstrukcji samego Masamiego, które dziarsko przewieszone niczym gitara towarzyszy Merzbow na większości koncertów. Wygląda to jak skrzyżowanie tarki, płyty aluminiwej i CB radia i jego główną rolą jest wytwarzanie hałasu. Tak naprawdę pewnie ma to jakąś kozacką japońską nazwę ale dla mnie to poprostu pocierak(dość dobrze pracę pocieraka widać tutaj 4:12). Nie ważne, wróćmy do koncertu, jest on dobry. Podstawowym problemem noisowych koncertów jest fakt, że często artysta stawiający ścianę hałasu nie jest w stanie z nią nic zrobić. Nic się nie przebija jest głośno i hałaśliwie i zwyczajnie nudno. Merzbow nie ma z tym problemu. "Pasmo Merzbow dąży do nieskończoności" - tak stwierdził mój kolega i miał rację. Nie ma opcji żeby fale dźwiękowe odmowiły współpracy japońskiemu artyście. Zawsze znajdzie sposób by dodać coś nowego do gęstej materii lub całkowicie ją przemodelować. Słyszałem dwa razy na żywo i ciągle jestem pod wrażeniem tego co Masami potrafi zrobić z dźwiękiem. Ta płyta nie jest wyjątkiem.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Cloud Cock OO Grand -cd36- 1990r.


Bardzo analogowo brzmiąca płyta. Można znaleźć tu dźwięki przypominające ryki szlifirek kontowych jak i bliżej nieokreślonych urządzeń elektrychnych. Są też standarodwe szumy. Całość ma bardzo chaotyczny i szarpany charakter. W każdej sekundzie klimat utworu może się zmienić z niskiego pomrukiwania na na wypalający bębenki syk. Z kroniakrskiego obowiązku dodam, że utwór "Autopussy Go No Go" został użyty na świętej pamięci vivie zwei w programie WAH WAH poświęconym Merzbow i Karkowskiemu. Można poszukać w sieci, bo rzecz warta obejrzenia. Na tym etapie styl Merzbow wydaje się ukształtowany a paleta brzmień jest niezwykle bogata. Co raz mniej pętli a coraz więcej nagłych zmian i antymuzycznych zagrywek. Całość bardzo mi się podoba aczkolwiek muszę wciąż czekać aż Masami kupi EMS`a. Wtedy zacznie się prawdziwy festyn.

piątek, 11 kwietnia 2008

SCUM / Steel Cum -cd35- 1989r.


Zaczyna się jak progresywny utworem "Mona". W utworze "Great Nude Variation No.3" Merz stara się zabić gitarę przesterami albo psuje silnik elektryczny. Bardzo urokliwe. " Duck Exercise " czyli ćwiczenia kaczek, kacze ćwiczeia czy jak to tłumaczyć to rock. Giatry perkusja i odrobina efektów. Trochę jak Zappa ale ten szalony, choć to i tak naciągnięte porównanie. W utworze "Blues In C Minor" dominują elektryczno analoge dźwięki. Tytuł to żart - bluesa tu nie znajdziesz drogi słuchaczu. Znajdziesz za to sporo distortion oraz clippingu. Utwór nie porywa dynamiką ale trzyma dobry poziom. I na koniec zostaje nam "Body". To już dzieje się sporo. Dźwięk jest bardzo żężący a kolejne kakafoniczne trzaski i blachy stanowią miłe urozmaicenie.

wtorek, 8 kwietnia 2008

SCUM / Severances -CD34- 1989r.


"UP Steel CUM" - otwierający tą płytkę brzmi jak zamaskowany progresywny rock. Jakaś gitara, i perkusja przykryta szumiąco - hałaśliwym sosem. Od czsu do czasu ktoś krzyknie. Pojawiają się pogłosy. Występują zarzynane blachy, suwnicowo - dźwigowe jęki i skrajnie metaliczna wiolonczela typu zrobiłem sam i na niej gram. " Catabolism Variation Stereo No.1 " jest natomiast dużo mroczniejszy i bardziej przestrzenny. No i pojawia się mordowanie strun. Bez litości, może to nie struny a metal pilowany cieńką piłką? Nie wiem, nie jestem w stanie stwierdzić, tak samo jak nie mogę ustalić co mówi jakiś zmodulowany głos. Pojawiają się też łagodniejsze partie i demo w tonacji discopolo dance pochodzące z syntezatora lub vintage gry video, o czywiście zakłócana falami hałasu i metalicznych sprzężeń. Ostatni numer "Deaf Forever / Wild Thing / Electric Shaver Forest / De-Soundtrack Variation No.1 / Rap The Khabarovsk (31:01)" dość dobrze opisuje jego nazwa. I choć na rocku się nie znam, Wild thing poznam zawsze. Zwłaszcza porządnie katowane efektami i zaburzane przypadkowymi hałasami. Album mnie nie powalił, ale był ciekawy.

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

SCUM - Scissors For Cutting Merzbow Vol.2 - cd33- 1989r.


Hmm. Tak w zasadzie (albo kwasie beztlenowym) to gdybym nie znał lepiej tworów Merzbow pomyślał bym sobie, że po tej płycie już nic więcej nie da się zrobić. Ta płyta zawierasz WSZYTKO czego potrzebuje dobry hałas. Tak jeśli pytacie czym jest noise to jest to pierwsza płyta z Merzboxa, która go definiuje. Jest tu wszystko. Poglosy, echa blachy, szumy, ryki taśmy, sprzężenia zwrotne, zepsuty silniczek, kostki gitarowe, zdegradowany wokal pręty, ambient, gitary, szmucboxy, skrzypce, ryki giętej blachy. Słowem wszystko czego Masami użył do tej pory. Artysta osiągnął spełnienie.

piątek, 4 kwietnia 2008

SCUM - Scissors For Cutting Merzbow Vol.1 -CD32- 1989r


Bardzo przesteropedałogitarowa płyta. Wszystkie kawałki dość intensywnie korzystają z dobrodziejstw spiętych szeregowo pedałów gitarowych. W ruch poszło także sporo stali oraz gitara. A niewiele rzeczy brzmi tak dobrze jak blachy zgrywane mikrofonem i przepuszczane przez gitarowe efekty. Merzbow najwyraźniej myślał tak samo. Ilość informacji atakujących słuchacza jest naprawdę przyzwoita. Brak jakiejkolwiek rytmiki oraz metalicznośc nagrania również mogą wprawić w zachwyt. Na uwagę zasługują także zabawy z winylem lub taśmami granym i od tyłu w akompaniamencie wielonczeli własnej produkcji. Dolidna japońska robota. Choć dośc monotonna.

wtorek, 1 kwietnia 2008

KIR Transformation -CD31- 1989r.

Dość nudna i ciekawa płyta zarazem. W sumie to chyba lubię pewien porządek w hałasie i nie lubię nudy. Tak mi się wydaje. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie, jakaś niespodzianka od autora i jestem szczęśliwy. Cóż, 40 minut szumu panowanego na lewy i pawy kanał o raz ciętego głośno i cicho mi już nie wystarcza. Całość jest nudna i koszmarnie słabo nagrana. Tyle.

poniedziałek, 31 marca 2008

Crocidura Dsi Nezumi -CD30- 1988r.


Nie no ok. To nie jest tak, że się poddałem czy coś albo, że mni się nie chce. Ale tan album w 2/3 mnie totalnie rozczarowuje. Pierwsze dwau utwory: "Mustela Erminea Nippon" i "Mustela Sixasa Namiyei (Including: The Revenge Of The Son Of Monster Magnet)" mimo imponujących tytułów to zwyczajna padaka. Stukanie, pukanie i pseudo skrzypce. Było, było i jeszcze raz było. Choć miejscami jest fajnie i orientalnie to przykro mi ale jest nudno i nijako. Wogóle jakoś mało hałaśliwie. Grupa przedszkolaków robi większy i bardziej asynchroniczny zgiełk. Wstydź się Masami. Za to ostatnia dekompozycja (" Strange Strings ") przypadła mi do gustu. Jest hałaśliwie blaszana (coś jakby ktoś okladał metalowe wiadro trzepaczką do jajek) i dość dynamiczna. A techno walenie, które pojawia się w okolicach połowy przypomina mi twory Dj Skinheada. Dobre jebanie basem nie jest złe, zwłaszcza gdy towarzyszą mu jakieś diaboliczne przestery.

Collaborative -CD29- 1988r.


Ten album to kolaboracja między Japończykiem a S.B.O.T.H.I czyli Achimem Wollscheidem. Niestety płyta jest słaba . Zwyczajnie słaba. I nie jest istotne czy Masami nagrał ją sam czy z myszką miki. Wszystko jest nudne do bólu przewidywalne. Techniki wytwarzania hałasu powielają się i wszystko jest zwyczajnie nudne i mdłe. Dla mnie tej płyty mogłoby w Merzboxie nie być. W sumie mogłaby być ale tylko ze względu na fajny art na CD.

czwartek, 27 marca 2008

Fission Dialogue - CD28- 1988r.


White Gamlan otwierający płytę brzmi ambientowo. Strungy, trzaski i uderzenia o elementy metalowe. Wszystko o słabej gęstości i znów ktoś popierduje w mikrofon. Nudne 15 minut przerywane rytmami na styl niemal karaibski. Tytułowy "Fission Dialogue" to inna para kaloszy. stalowe porykiwania gniecionych blach i nawarstwiająca się kakofonia uderzeń a arkusze blachy. Całość mroczna i gęsta jak na Merzbow przystało. Pojawiają sie instrumenty strunowe (zapewne autorskie konstrukcje) jak i brudny syntezator. Jest różnorodnie i ciekawie. Najlepszy jest jednak ostatni utwór. I nie szkodzi mu, że trwa ponad pół godziny. Zaczyna się delikatnie od zabawy z taśmami lub płytami winylowymi, do tego jakiś syntezator i pogłosy. Z czasem utwór gęstniejei pojawiają się metaliczne szumy a czasem dzikie partie wyszarpywane na strunach. Im bliżej końca tym gęściejszy i ciekawszy materiał. Ostra praca w rzucaniu mikrofonem i przestery.

czwartek, 20 marca 2008

Intermisssion

W związku z wieloma związkami aktualizacja jutro.

środa, 19 marca 2008

Storage -CD27- 1988 r.


Będzie krótko i na temat. Dwa pierwsze utwory to nuda. War Storage Pt.1 i War Storage Pt.2 nie zaskakują niczym. To znaczy blachy, blachy, blacu. Akustycznie i przestrzennie ale niezwykle nudno i monotonnie. Jedynie końcówka War Storage Pt.2 przynosi jakąś nadzieję. "War Storage Pt.3" jest za to całkiem znośny. Ba dobry rzekłbym. Dynamiczny, gęsty stalowy sos ze szlifierką kontową w tle. Do tego wydaje mi się, że pojawia się mój ulubiony Ems synthi. Nieśmiało ale odciska swój analogowy charakter na utworze. Do tego oczywiście dudnienie blach na modłę perkusyjną z typową dla merzbow nutką dada. Pojawiają się także piękne echa i metaliczne ryki.

wtorek, 18 marca 2008

Live In Khabarovsk, CCCP (I'm Proud By Rank Of The Workers) -CD26- 1988r.


Jeśli wierzyć tytulowi płyta zqawiera material będący zapisem koncertów Merzbow w Związku Radzieckim. I tak pierwszy utwór " Live At Trade Unions Place Of Culture Hall 23 March 1988" jest zapisem koncertu w Pałacu Kultury Związków Handlowych. Zastanawiam się kto tam zaprosił Masamiego? Nieważne. Set startuje spokojnie. Preparowane pianino, gitary - "delikatny ambiencik" - jak rzekł kiedyś kolega słuchając Stanastonade. Powoli w seci pojawiają się mordowane instrumenty strunowe na kształt skrzypiec. Brzmi to jakby orkiestra grająca Mazowszu nażarła się LSD. Pojawiają się też i jakieś sample z radia aż w końcu kako-fonia naprawdę osiąga zadowalające skąplikowaie. Co ważne całość ma początek środek i zakończenie. Nie jest nudna i pewno Ruscy byli zdziwieni. "Live At Soviet Army Officers House Hall 24 March 1988" czyli Na żywo w Hali Oficerów Armi Radzieckiej...Jezu, wyobrażacie sobie mundurowych armii ZSRR na koncercie MERZBOW???? Ja też ale skoro Merzbow grał dla wieśniaków w Korei to czemu nie dla nich? Przyznam, że set ten jest zaskakujący. Na początek pętla na orientalnych japońskich bębnach, jak w Akirze kiedy Kaneda śmiga motocyklem po Neo Tokio(które jak wiemy musi zostać zniszczone), a akompaiuje jej asynchroniczny fortepian. Wreszcie pojawia się perkusja i to grana na żywo! tak Merzbow był kiedyś perkusistą(grywał w kapelach punkowych i metalowych a jakiś czas temu zagral z Aleciem empire) i dalej nim jest. Więc mamy perkusje na styl progresywnego jazzu której towarzyszą asynchroniczne gitary, fortepian i jakies prepary, taśmy i pochodne. Dobre. Brakuje Johna Zorna i byłby painkiller normalnie. A na końcu ktoś się bawi winylem z nagraniem orkiestry - mega.

poniedziałek, 17 marca 2008

Vratya Southward - CD25- 1987r.


TO już połowa:) Więc jestem coraz bliższy osiągnięcia założonego celu. Mam nadzieje ,że te 109 osób które do tej pory odwiedziło mój blog będzie mnie aktywnie wspierać komentarzami. Dość tego gadania. Więc co my tutaj mamy? Płytę otwiera "Electroacoustic Voyage". Praca ma industrialno ambientowy charakter. Echa, pogłosy, stal i przestrzeń. Do tego jakieś orientalne bębny i coś co brzmi jakby ktoś udawał świaniaka...Tak...knura. Przyznam, że momenty w których słychać coś na kształt szlifierki robią wrażenie. "Electric Red Desart" po bardzo dynamicznym i energetycznym początku skręca w stronę Downtempo i improwizacji jazzowej. Wolno, chaotecznie z jakimiś głosami nagranymi na taśmie. "Lightning" Natomiast to kwintesencja tej płyty. Nagle zmiany w rytmice, czysta sinusoida, syntezator, gitary, blachy, clipping i ambient w jednym. Miejscami wycie na kształt gitar elektrycznych jakiegoś rockowego zespołu.

piątek, 14 marca 2008

Enclosure / Libido Economy -CD24 - 1987r.


Album o bardzo metalowym charakterze. Nie mam ty na myśli szarpania strun gitary ale przede wszystkim metal jako surowiec. Całość bardzo przypomina mi czasy gdy mieszkałem na dzielnicy powszechnie uważanej za przemysłową i niebezbieczną. Płyta brzmi jak cały hałas, który wydobywał się ze Zrembu i Ursusu. Wystarczyłoby zebrać to co było słychać od 8:00 do 15:00 i zmiksować na jedną płytę. Moje skojarzenia to: piszczące suwnice, blachy spadające spod prasy, szlifierki kontowe, tokarki, młotki i pochodzne. Wszystko to w tonacji industrialowo - noisowej. Prawie jakby ktoś biegał z mikrofonem po tych wszystkich halach i nagrywał pracę zakładów. Później starczy dodać nieco efektów i ambientowo-industrialna płyta gotowa. Dodać jeszcze należy, że płyta ma charakter narastąjący i kolejne utwory są coraz bardziej skąplikowane. Miejscami dźwięk ma takie natężenie, że bas zakrywa wszystko i przepuszcza jedynie jakieś mikrotrzaski. Podobało mi się.

czwartek, 13 marca 2008

Mortegage / Batztoutai Extra -CD23- 1986 r.


A miało być tak pięknie... Nie jest. Jest za to nudno i bardzo niemuzycznie. Cały album oparty jest na modulacjach mowy, wyrywków z radia i jakichś tempawych orkiestrowych melodii z festynu oraz standardowych stukach i pukach. Fakt, znów coś innego, ale do jasnej ciasnej czemu tak nudno? Całość jest liniowa do bólu i pozbawiona ekspolzji i wodotrysków. Dupa. Nie będzie nic przez ponad godzinę, tylko te niedoruchane modulacje i jakieś stuki w kanki po mleku. Ani to straszne, ani śmieszne, ani energetyczne, za to frustrujące jak cholera. Nie bierze mnie to wcale. Z drugiej strony ten album naprawdę wyzwolił we mnie jakieś emocje. Bardzo chciałem, by skończył się już po 15 minutach. Więc jednak mnie bierze. I nawet jakiś fortepian macany nieśmiało przez Japończyka nic nie daje. Nuda. Masami stara się zniszczyć muzykę, po raz kolejny mu się udaje. Fajnego materiału są tu według mnie 3 minuty.

środa, 12 marca 2008

Sadomasochismo -cd22- 1985r.


Pierwsza połowa albumu czyli utwory "Antimony Pt.1", "Antimony Pt.2", "Eyes Of Isonokami" jest w zasadzie oparta na tym samym pomyśle. Dźwięki stalowe poddane wielokrotnym przesterom w akompaniamencie niedostrojonych radioodbiorników. Wszystkie te kompozycje można wrzucić do jednego worka. Są przyzwoite, metaliczne, szumiące i noisowe. "The Lampinak - Sarpent Power" to zaś zupełnie nowa jakość. Ściana szumu jest naprwdę twarda i brutalna a do tego w okolicach 4 minuty pojawia się breakdown. To nic, bo w połowie 3 minuty tym wszystkim zgiełkom akompaniuje melodia wydmuchiwana na piszczałkach. Kojarzycie tych ekwadorczyków czy innych niby Indian wydmuchujących piszczłkowe melodie do akompaniamentu z kasety, latem na deptaku w waszym mieście? Tak właśnie taka to melodia. Przyznam, że zestawinie tego całego zgiełku z czymś takim bardzo mi się spodobało. "Carcass On The Floor" jest bardzo rytmiczny i plemianny przy czym jednocześnie szumiący na ten cudowny Merzbowowy sposób. Na sam koniec dostajemy kompozycje powstałą z przetwożonych ptasich pisków (jaskółki jakieś?). Bardzo fajna fieldrecordingowo-ambientowa rzecz, która ukoi wasze uszy po tym całych hałasie. A to, że ktoś coś krzyczy niepokojąco w tle to detal...

wtorek, 11 marca 2008

Pornoise Extra -CD21- 1984 r.


Jeszcze trochę pornohałasu? Proszę bardzo. Zasadniczo na tej płycie jest wszystko. Mocne kwadratowe fale jakiegoś analoga?Check, znajdziecie je w Flesh radio 1 i 2 kompane w strugach białego szumu. Więcej szumu i bezsensu? Oczywiście, Eros Pandora z pewnością przypadnie wam do gustu. Zabawy z pętlami? Jasne, ustawcie Dance Of Dharma-Kala a uraczom was pętle z jakiś śpiewów puszczonych od tyłu oraz krzyki w stylu emo. Także tutaj asortyment użytych szumów jest zadowalający. Odwołanie do kultury polskiej? Ba!, Chopin is Dead. Tak, Szopen nie żyje, uczyli was i mnie w szkole. Fortepian sięgnął bruku, Masami stara się (chyba) oddać akustyczny zapis wyrzucania tego instrumentu przez Ruskich z okna. A raczej stara się oddać brzmienie tego instrumentu już po tym fakcie. Dewastowanie fotepianowych partii? Mam wam mówić? A może Fake Disco noise? Oczywiście też się znalazło w utworach Helgas Death Disco i Risa Supersex, przyznam, że użyte tu pętle perkusyjne są tak żałosne, że aż fajne. Do tego Wszystkiego oczywiście standardowa doza przesterów i blach i mamy bardzo udany i różnorodny album.

poniedziałek, 10 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.3 -cd20- 1984r.


To już trzeci kilogram pornohałasu. Tym razem kompozycje opierają się na pętlach. Pierwszy numer o wdzięcznym tytule "UFO vs British Army" miał zapewne stanowić dźwiękową wizualizacje (czy wizualizacja może być dźwiękowa?) potyczki brytyjskiej armii z niezidentyfikowanym obiektem latającym. Na kawałek składa się pętla złożna z jakiegoś zdania po angielsku. Nie mam pojęcia jakiego. Z czasem atmosfera kawałka zaczyna się zagęszczać i pojawiają się kolejne warstwy szumu i innych hałasów. Całość hipnotyczna i monotonna zarazem ma swój urok. Jeśli kiedyś w nocy obudzicie się z rękoma całymi we krwi możecie podejżewać, że jeśli słuchjaliście tej płyty przyczyną była ta pętla, powtarzana prze pół godziny. "Toy 69" to druga i zarazem ostatnia dekompozycja na tej płtycie. Zawiera ona pętle osadzone w niskich częstotliwościach wzbogacone jęczeniem Japonki, której ktoś robi dobrze. Definitywnie dobrze. Yoko Ono to przy tym nic. Gdzieś w okolicy połowy na chwilę znika prawy kanał - sprawdzam podłączenie słuchawek - nie, tak miało być. Jęki są zmysłowe, pętla taneczna i mechaniczna, kolejne ataki szumu tylko dopełniają ekstatycznego charakteru tego nagrania. Fakt Masami nigdy nie ukrywał zainteresowania BDSM i innymi porno zagadnieniami. Kawałek jest naprawdę brutalnie zmysłowy. No i płyta ma piękną grafikę.

piątek, 7 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.2 - CD19- 1984r.


Kolejny kilogram porohałasu nie przynosi rozczarowania. Otwierający płytę utwór o wdzięcznej nazwie "New Karhma" to zabawa z pętlą trwająca pół godziny. Jest jak pyć powinno, szumiąco i hałaśliwie dość hipnotycznie i brutalnie ale nie za bardzo. Merzbo po raz kolejny udowadnia że można niszczyć muzykę na wiele sposobów. Przez powtórzenie również. Następnie mamy Dynamite Don Don Pt.1. gęstą mieszankę szumu, basu i spontanicznych krzyków. Brak jakichkolwiek zrębów kompozycji. 16 minut ekspozji wzbogaconej czymś na styl odgłosu spadającej bomby. Z jednej strony szkoda, że podle nagrane(brak tych pięknych szumów), z durgiej strony w tym przypadku akurat nagranie na tym zyskało bardziej brutuistyczny charakter. Na deser "Dynamite Don Don Pt.2" równie mroczna i smolista jak pt.1. Co mi się podoba, że co okolo 9 sekund słuchać takie "pip pip". Jest do czego tańczyć. Fale napływającego hałasu i szumu tworzą swoisty huragan a słuchacz jest jakby w oku cyklonu. Muszę przyznać, że na tym etapie zaczynam napotykać pewne problemy jeśli chodzi o opisywanie tego co słyszę. Podsumowując mimo niskiej jakości dźwięku płytka się broni. Do zobaczenia po weekendzie.Pip Pip. A co tam zepsuuje wam pointe ostatniego numeru: na końcu słychać odjeżdżająca motorynkę!

czwartek, 6 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.1 -CD18- 1985r.


Porno i noise - może być lepiej? Merzbox chyba naprawdę się zaczyna rozkręcać. Już rozpoczynający płytę "Industrial" jest mocarny. Mocny osadzony w niskich rejestrach utwór zawiera dodatkowo krzyki, pętle z szumów i piski. czego chcieć więcej? Kolejne 2 utwory Loop Fuck 1 i Loop Fuck 2 zawierają przesterowane piski, metaliczne odgłosy jakiś blach i gitarę. Wszystko bez jakiejkolwiek harmonii cudownie hałaśliwe. Dodatkowo w Loop Fuck 2 pojawiają się jakieś jęki ekstazy..porno i noise - to nie może się nie udać. Obituary 1 i Obituary 2 - prezentują bardzo grube biologicze barwy poddawane ekstremalnym przesterom. Prawdopodobnie to gdzieś w tych okolicach masami odkrył, że efekty gitarowe potrafią zadawać ból. Wszystko brzmi głęboko i jest pochodzenia analogowego. Podobnie jest z ostatnim numerem zawierającym pętle ze zdaniem po angielsku (konkurs jakie to zdanie?). Wszystko buczy, bulgocze, trzeszczy i jest tak ja powinno być przez ponad pół godziny. Solidna robota Masamiego.

środa, 5 marca 2008

Agni Hotra -CD17- 1984r.


Dzieje się. Płyta otwiera tytułowy utwór "Agni Hotra" będący naprwdę mocną industrialno-blaszaną kompozycją. Brzmi jakby ktoś się w niszczenie metalowego garażu młotkiem a na zewnątrz toczyła się wojna. Wybuchy, strzały, buczenie (brzmi trochę jak bombowce śmigłowe). No i kurde wisienka - ktoś krzyczy coś po niemiecku!!!!! Oh jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! kocham to! Niemiecki to najbardziej noisowy język świata. Nagranie bardzo hipnotyczne i bogate. Dalej mamy field recording "Asagaya In Rain". Ulica w jakimś mieście - miły przerywnik. " Swamp Metal " zalewa nas gitarowymy przesterami w sosie z białego hałasu. Metaliczno szumiąca praca, o charakteche pętlowo blaszanym. "Loops In Flames" to pętla z jakiś pisków i towarzyszący jej syntezator oraz pętle z wyrywków nagrań ludzkich głosów. W kolejnym utworze "Arbertus Magnus" o wyraźnym charakterze downtempo znów powraca niemiecki oraz nieco leniwy i gruby loop jakiegoś buczenia. Taki noisowy longue. Pętla oparta na kobiecym głosie to podstawa kolejnego utworu o nazwie " Kunyan ". Jest to dość rytmiczna kompozycja z fajnym wokalem pociętym na modłe hiphopową. Na zakończenie dostajemy naprawdę piękną niską i tłustą barwę w utworze "Untitled Waves". Niemal czuć prąd jaki płynął w syntezatorze. Brzmi trochę jak dnb junkie z Absyntha ale 100 razy grubiej. Barwa ewoluuje pojawiają się dzwoneczki i wogóle robi się niepokojąco ambientowo. Podumowując Masami wyraźnie się rozkręcił.

wtorek, 4 marca 2008

Dying Mapa Tapes 2-3 -CD16- 1983r.


Błagam niech te taśmy wreszcie zdechną. Nuda, i tak mógłbym skończyć ale cóż trzeba jakoś udowodnić, że tego słucham... Więc słowa kluczowe, rozmowy z tlewizji lub radia po japońsku lub angielsku. Jakieś brzdąknięcią na gitarze. Kawałki jpopu. Trochę sumu. Monotonia. Pukanie w mikrofon. Bez zwrotów narracji, bez eksplozji. Ni to jakiś ambient, ni jazz, ni muzyka konkretna... Taki noise wykastrowany. Jakieś pianino? Nic się nie dzieje przez ponad godzinę.Nawet za mało dada jak na dada. A czy wspomniałem, że nagrania są wyjątkowo podłej jakości? Nie? No to są - wyjątkowo podle nagrane, taśmy ze stilonu to przy tym high end. Jedno jednak trzeba przyznać niewyrobiony słuchacz wymięka w 5 sekund. Całość jest potwornie nie muzyczna co jest jednym z fundamentów hałasu.

poniedziałek, 3 marca 2008

Dying Mapa Tapes 1-2 -CD15- 1983r.

Na początku płyty w utworze "Denegration" Merzbow serwuje nam przesterowane bębny i jakieś stuki. Przyjemnie i dość hipnotycznie. Za to drugi kawałek (Indifferent Pt.1) to już nieco bogatsze brzmienie. Rytmiczne pętle i mocne gitarowe sprzęgnięcia i prawie heavy metalowe riffy. Do tego coś co brzmi jak dzikie wrzaski ludzi których obdziera się ze skóry. Indifferent Pt.2 nie jest tak bogaty ale ku końcowi się rozkręca. Słychać gitary które nagle urywają się i ktośc bawi się puszkami po coli i nagrywa wszystko mikrofonem a później bawi się taśmą na nktórej jest to nagrane...Bardzo noisiowe w sensie bezsensu utworu. I wtem następuje przebłysk - "Ooinon For Satva Karman (Sprashutavia) Decoup". Gęsta i głeboka dekompozycja. Osadzona dośc nisko a zarazem bardzo metaluiczna. Z cykaczem - jakby powiedział borixon. Z tym że cykacz to chyba przesterowana gitara. Jest tu sporo dźwięków jaki wydaje znany fanom "pocieracz". Do tego jakieś radia i obraz całości jest bardzo apokaliptyczny. To nagranie brzmi naprawdę jak najbardziej zaawansowane prace Akity. Chaos jest znaczny i brakuje jedynie jakiś świńskich wysokich częstotliwości. "Dharma Kamarage" - jest rytmiczna i bulgocząca ale delikatna z kilkoma jedynie zwrotami akcji. Miejscami analogowe barwy są piękne ale trwają tylko chwilę......

piątek, 29 lutego 2008

Mechanization Takes Command -CD14- 1983r.


Czy mechanizacja naprawdę przejęła kontrolę? Nie do końca. Płytę otwierają gitarowe przestery podawane do klasycznie już anrytmicznej perkusji. Merzbow zaburza rytm a tym samym zadaje cios kasycznemu pojęciu muzyki. Do tego sample z amerykańskich filmów i jakieś japońskie dialogi niewiadomego pochodzenia. Całość nie wywarła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. W kolejnych numerach normalna perkusja zostaje pomieniona na pętle z automatu perkusynego a przestery stają się odważniejsze. Jeff Mills dałby radę dograć do tego "The bells". Ale tylko on. Momentem kulminacyjnym całej płyty jest utwór " Suicidal Machine". Ten kawałek naprwdę brzmi zachwycająco i gęsto. Przesterowany do ganic możliwości dźwięk poddawany kolejnym modulacjom. Dodatkowo całość wspomagana przez jakiś analogowy syntezator. To właśnie składowe potęgi brzmienia za jakie kocham noise. Niestety ostatni utwór Ai-Da-Ho traci trochę na sile i jeśli by to odemnie zależało ostatnie dwa zamieniłbym kolejnością.

czwartek, 28 lutego 2008

Material Action 2 (N.A.M.) - CD13 - 1983r.


Album rozpoczyna się od utworu "Nil ad Mirari, który jest chaotycznym nagraniem Masamiego uderzającego w różne rzeczy. Jakieś struny, bębenki, drewienka. Do tego monotonna barwa jakiegos elektrycznego urządzenia i coś co brzmi jak jakieś ptactwo, albo bardzo cieńkie struny. Utwór nudny i przewidywalny i nie wnoszący nic nowego. Jedyne co zasługuje na uwagę to struktura która nie ma absolutnie żadnego sensu. "Nimbus Alter Magneto Electricity" to natomiast coś na kształt ambientowego pejzażu. Szumy, blacha, echa, stuki-puki i wielkie przestrzenie. Brzmi niepokojąco ale nic ponadto. Brakuje "tego czegoś" co czyniłoby ten numer wyjątkowym. Krótka i średnio ciekawa płyta.

środa, 27 lutego 2008

Nil Vagina Tape Loops -CD12- 1982r.


Intrygujący to tytuł, choć zdradza to sposób powstania albumu - zabawa z taśmami i pętlami. Vagin nie ma aczkolwiek kobiece głosy pojawiają się w pierwszym numerze Nil Vagina Tape Loop No.0 (0 pewnie dla zmylenia.) . Obok wymienionych wcześniej głosów mam jakieś chrzęsty z radia i pseudo melodie niewiadomego pochodzenia. Taśmy są zwalniane i przyśpieszne oczywiście wszystko w estetyce lo-fi. Drugi numer tym razem z numerkiem 1 to dalsze zabawy z taśmami i powrót to tematu z numeru 1 czyli 0... do tego jakieś piski i chrboty. Trochę to nudne ale urokliwe zarazem. Niemal czuć jak masami znęca się nad magnetofonem, szarpie taśmy i przewija gdy głowica wciąż dotyka taśmy. Kurde, gdzieś po drodze słychać włączany odkurzacz i ten motyw powraca także w utworze trzecim dla niepoznaki nazwanym Nil Vagina Tape Loop No.2. W tym utworze katowane głosy mówiące po japońsku i chyba po angielsku brzmią wyjątkowo śmiesznie wręcz kreskówkowo, po ok 5 minutach robi się bardziej hałaśliwie, i zamiast głosów pojawia się pętla gitarowa przesterowana po przez przekroczenie głośności. Całość ma wyjątkowo monotonny charakter (jak to z pętlami bywa) i jest nastawiona na zmęczenie słuchacza.... Ciekawych zwrotów jest tu niewiele, sluchając tej plyty czuję, że marnuję godzinę z życia. Robię to po to byście Wy nie musieli!

wtorek, 26 lutego 2008

Expanded Music - CD11 - 1982r.


Mniam, już pierwszy utwór Manipulation 1 zachwyca. Zaczyna się niemal jak piski wydawane przez gameboy'a wnosząć świerzość względem poprzednich prac. W połowie dokonuje się transformacja w kierunku tonów niskich opartych na fali prostokątnej - jest naprwadę smakowicie, choć dośc minimalistycznie. Manipulation 2 to naprawdę piekne analogowe gęste basowe mruczenie i szum podawany małymi dawkami. Całość jest niebywale tłusta. Komputery tak nie potrafią. Manipulation 3 zaczyna się rozmowami Japończyków (przyjęcie czy coś), dalej jakieś zawodzenie w tle i mocny metaliczny szum, który zaczyna przykrywać poprzednie warstwy. Głosy rozmywają się, zniekształcają, przyśpieszają (stara dobra taśma) aż nikną i stają się hałasem, jest grubo i błotniście. Manipulation 4 - bardzo rytmiczna, melodyjna, szatkowana hałasem z basem atakkującym nisko i z nienacka. Manipulation 5 - trochę w stylu disko, paździeż kiepskiego syntezatora zabawki grającego obżydliwy fabryczny rytm z presetu molestowanego falami hałasu napływającym szybko i bezlitośnie. Manipulation 6, gitarka z echem i mocne ataki białym szumem, czego chcieć więcej? Manipulation 7 jakieś odgłosy przyśpeszonych ekstrymalnie melodii, szumy - hmmmm prawie jakbyście przewijali kilka kaset jednocześnie a głowica magnetofonu dotykala by taśmy. Manipulation 8 - atak. Jakby powiew wybuchu, ekstrymalny clipping, metaliczne piski i zabawa filtami. Odnoszę wrażenie, że trwa jakaś niezwykle długa i potężna eksplozja. No i na koniec wisienka. M.F.S W1, ładny tytuł prawda? Ten utwór to do tej pory kwintesencja brudu, szmucu, tłustości i analogowości dźwięku. Niskoosadzona mroczna faktura brzmiąca jak gitara grana tak nisko jak tylko nisko się da przez masę efektów. Ekstrymalnie mroczna, brzmi jak podkład do dobrego snuffu. Do tego jakaś pętla z szumu brzmiąca trochę jak amen break(przez jakieś 4 minuty). Otwiera się wasz głośnik niskotonowy i wyłazi z niego poczwara zjadając wam mózg. Dożynki w piekle? Podkład muzyczny do sekcji kosmity? Nie wiem. Utwór absolutnie mnie przeraża. Canibal Corpse przy tym to banda pracowników "świata misi" wciskająych watę do różowych pluszaków. Po 13 minutach tego piekła jest chwila wytchnienia i znów to samo, nawet wraca, na chwilę "amen break". Jestem zachwycony.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Solonoise - CD10 - 1982r.


Tytuł mówi wszystko prawda? Płytę otwiera Solonoise Pt.1 i na początku robi dobre wrażenie to niemal ta sama gęstość, do której przyzwyczaił mnie Masami. Jakiś bulgot, szum i gitarowe przepięcia. Gdzieś pod tą warstwą pojawiają się jakieś skrzypce i pianino. Niestety tu następuje mały spadek napięcia i utwór zaczyna ewoluować w stronę jazzowej improwizacji, która zaczyna się robić nudna choć przy końcu utworu znów zaczyna się robić tłoczno i ciekawie. Tempo z jakim Akita uderza bezsensownie w pianino bardzo przypadło mi do gustu a skrzypce piłowane na śmierć i jednostajny jęk sprężenia mogą zachwycić. Dalej mamy Solonoise Pt.2.
Początek ma bardzo gitarowo-organiczno-bulgoczący charakter. Dalej jest tylko lepiej. Szum jest gęsty i gruby, brzmi przepięknie. Jęknięcia jakiś blach ostro modulowane i poddane gęstym przesterom przypominają mi za co kocham Merzbow. Utwór od samego początku trzyma poziom do jakiego zostałem przyzwyczajony przez późniejsze produkcje mistrza. Choć nie zawiera dużo wysokich tonów trafia bezbłędnie w moje gusta. Solonoise Pt.3 przynosi pewne rozczarowanie, po dość obiecującym początku oparty na wyższych częstotliwościach i radiach utwór zaczyna dryfować w złym kierunku. Jakiś saksofon i delikatny szum przypominają mi niedoruchaną muzykę improwizowaną i szybko stają się nudne. Aczkolwiek doceniam sposób w jaki Masami poniewiera instrumenty. Niestety jedyne co wywoluje u mnie ten utwór to irytacja i końcówka z radiami i jakimś marnym gitarowym piecykiem tego nie zmienia.

piątek, 22 lutego 2008

Yantra Material Action -CD09- 1982r.

Ok ta płyta to krok wstecz. Ja zdaje sobie sprawę, że nurt Lo-Fi ma swoich zwolenników (sam należę do nich) ale jakość nagrań na tej płycie jest żenująca..O ile przy Om Electriq dodawalo to smaku, tak tutaj poprostu irytuje. Nie pozwala się cieszyć pełnią hałasu. Merzbowowi nie chciało się wymyślać tytułów więc mi się nie bedzie chciało ich podawać - a co? I tak pta rozpoczyna się umiarkowanie obiecująco jakimiś bulgotem i gitarą oraz jakimś cykaniem. Nuda, gęstość - rzadna, ot takie dadaistyczne zabawy....blaeeee nuda było. W połowie jest jakiś breakdown i brzmi to jak kulig(serio jakieś metalowe elementy brzmią jak dzwoneczki)... Później(2gi utwór) następuję część bluesowa merzbow chwyta za gitarę i coś tam brzdąka - nuda. Trójke można docenić jest chyba najgorsza z tego co słyszalem z Merzbow co za tym idzie jest inna. 5 to skrzypce i bęben - kakadu. 6 to dada.... irytuje nic ciekawego, przedzkolaki bawią się instrumentami. 7 to samo. 8 jest fajna analogowa, gęsta, bogata, radiowa i tylko jakośc nagrania pierdoli wszystko. Masami kończ z tym dada kup Synthi! A gdzie 4 pytacie? Jest nawet fajna też analogowo-radiowa ale tonie w tej kupie kupy.

czwartek, 21 lutego 2008

Material Action For 2 Microphones - cd08 - 1981r.


Pomysł na tą płytę był prosty. Dwa mikrofony nagrywające cały hałas jaki Masami zdoła wytworzyć. A rzeczy hałasotwórczych było najwyraźniej pod dostatkiem. Hoochie Coochie Scratched Man; Yumin, Non Stop Disco; New Acoustic Music No.7 - to zawartość tej płyty - jako, że wymienione utwory są do siebie podobne postaram się je opisać razem. W ruch idą dlachy, przestery, instrumenty strunowe, rury i jakieś syntezatory. Jakby tego było mało słychać jakieś nagranie Edit Piaf, japoński pop (fani Utady Hikaru coś dla was) i inne niezidentyfikowane pozycje raz po raz przeplatane uderzeniami w rury, chrobotem i szumem. Merzbow stara się zniszczyć doszczętnie całą muzykę, która pojawia się gościnnie nie dając biednym popowym utworą brzmieć tak jak powinny. Ot jakieś delikatne molestowanie mikrofonu elementami stalowymi gdy japonka coś tam świergocze. Całość ma naprawdę tłuste brzmienie co dobrze świadczy o mikrofonach, które zostały użyte. Słychać także jakieś eksperymenty z taśmami. Oczywiście mikrofony nie były rozpieszczane a Akita nie przejmował się palącą się na czerwono lampką Overload :). Zapomnijcie także o symetrii lewa prawa strona. Mikrofony były dwa jak głosi tytuł i każdy nagrywał co innego. Calość ma bardzo chaotyczny charakter i nieszczędzi słychaczowi niespodzianek i nagłych ożywień. Choć tą pracę sklasyfikowalbym jako w miarę przyjazną dla uszu to nagłe zwroty akcji sprawiają, że każdy Dj zastanowilby się dwa i więcej razy przed puszczeniem tej płyty na potańcówce w remizie strażackiej. Niestrudzony japończyk udowadnia, że hałas można robić nawet przy dość ograniczonych środkach wyrazu.

środa, 20 lutego 2008

Paradoxa Paradoxa - CD07 -1981r.


Po trylogii czas na zmiany. Już na pierwszy "rzut ucha" słychać, że nagrania są wyższej jakości i powoli zaczyna być słychać wysokie tony. Płyę otwiera Paradoxa Paradoxa Pt.1. i od pierwszych dźwięków czuć, że masami skręca we właściwym kierunku. Mocne syntezatorowo kościelne brzmienie przywodzi mi na myśl tanie horrory lub nie tak czarną mszę. Do tego jakieś metaliczne pochodzenia dźwięki. W tle pojawia się coś co przypomina mi jakieś gdakanie ptactwa. Całość stanowi całkiem przyjemny koktail. I jak już pisałem dzięki lepszej jakości można docenić brzmienie klawiszy. W niektórych momentach przebija się jakaś modulowana audycja z radia dopełniając już tak popapranego klimatu. Paradoxa Paradoxa Pt.2 przynosi bardzo tłuste analogowe brzmienie syntezatora lub jakieś elektroniki, powracają jakieś pseudo hammondowe klawisze i skrzypce. Utwór choć połowę krótszy niż poprzedni jest bardziej intensywny a miejscami organy brzmią naprawdę brudno. Na sam koniec nagranie fortepianu i jakiś lipny bit. Brzmi to prawie jak jazz. Merzbow szuka i idzie mu coraz lepiej. Na tym etapie już czuć, że dekompozycje stają się coraz bogatsze.

wtorek, 19 lutego 2008

Collection Era Vol. 3 - CD06 - 1981r.


To płyta będąca godnym zakończeniem trylogi. Osiem utworów bez nazwy prowadzi nas przez kolejne eksperymenty japońskiego mistrza. I tak pierwszy utwór serwuje nam syntezatorowy bulgot, szumy i gitarowe riffy oraz jakieś cykanie, jak mniemam automat perkusyjny o jakości zbliżonej do tr-606, każdy element oczywiście oderwany i biegający samopas. 2 to jakieś głęboko brzmiące bębny, stukanie metalowych elementów i gitara. Całość ma nieco orientalny charakter. Masami poszukuje sposobu by nas zirytować zaburzając strukturę utworu i pozbawiając go rytmicznego charakteru. 3 brzmi z początku jak rozbiegówka do jakiejś gabby czy innego hardcore`u. Wesoła perkusyna pętla sprawia, że nogi same rwą się do tańca. Oczywiście jeśli jesteście w stanie znieść te szumy, syntezatory, jakieś szarpanie za struny z żyłki i inne niezidentyfikowane przeze mnie odgłosy. Kolejna dekompozycja to gitara elektryczna przesterowana do granic możliwości i zabawy skrzypiącymi drzwiami, szumy i skrzypce. Tak skrzypce. Piątka brzmi bardzo ambientowo i zawiera podły syntezatorowy loop. Lubię to, do tego jakieś blachy. Mocno niepokojący charakter. Kolejny numer to zabawy z pukaniem w różne rzeczy. Cały efekt tych poczynań zbierany podłym mikrofonem. Potrafię sobie wyobrazić jak Merzbow stuka w ten cały szajs zadowolony jak mały chłopiec a efekt nagrywa na kasprzaka. Szuka, szuka i nie znajduje zadowolenia. Szczęśliwa 7 brzmi jak dadaistyczne zabawy ze skrzypcami, blachą i gitarą. Nie wyróżnia się na tle pozostałych. Ostatni utwór to już zupełnie inna historia. Dekompozycja zbiera w całość wszystkie pomysły z poprzednich numerów i podaje w zabójczym miksie. Blachy? Dmuchanie w mikrofon? Gitara? podły synth? Skrzypce? Jakieś wyrywki z radia? Automat perkusyjny? CHECK! miejscami brzmi to jakby REDNEX zarzył LSD i grał downtempo. Utwór w kilku miejscach osiąga przyzwoitą gęstość by znów zejść na spokojniejsze tory. Kocia muzyka z piekła rodem.

poniedziałek, 18 lutego 2008

Collection Era Vol. 2 - CD05 - 1981r.


To druga część trdium paschalnego gdzie Masami poszukuje hałasu. Ku memu zaskoczeniu album ten zaczyna się bardzo tanecznie od Merz Rock 1 i Merz Rock 2, które nie wiem czemu nie stanowią całości. Pierwszy utwór prezentuje wyjątkowo biedny loop perkusyjny i jakieś gitarowe/syntezatorowe przepięcia. Drugi utwór zaś bardziej wyciąga syntezator na pierwszy plan a perkusja miejscami staje się bardziej zwichrowana, miejscami strzelając jakby solówkę. Mógłbym do tego tańczyć na weselu, no ci którzy mnie znają pewnie wiedzą, że to nic dziwnego ale podejrzewam gdyby goście bardziej popili w co bardziej melodyjnych momentach mogliby mi potowarzyszyć. Mnie najbardziej cieszy, że Masami odkrywa syntezatory, które później stną się jego główną bronią. Merz Gamlan 1 to absolutna papka. Blachy, flety, syntezator, trójkąty. Masami szuka sposobu by zniszczyć muzykę. Bez ładu, składu, sensu, mostków, melodii czyste znęcanie się nad słuchającym. Merz Gamlan 2 to wersja downtempo poprzedniego numeru. Mniej ekspresyjnie lecz równie irytująco, Japończyk szuka sposobu by zirytować słuchacza. Zappa na LSD - takkie moje skojarzenie. Merz Scat - zdaje się podążać tropem swoich poprzedników i jest jakby wypadkową poprzednich utworów. Raz wolnej raz szybciej, miejscami nawet brzmi to jak stado owiec, z dzwoneczkami na szyjach, tułąjce się po polanie najerzonej tanimi mikrofonami. w Merztronics Jazz Mix Akita chwyta gitarę i improwizuje do syntezatora grającego jedną pętlę, taki Jazzowy jam session. Aczkolwiek fani jazzu nad Odrą mogliby się obrazić. Kolejny utwór Merztronics Rhythm Mix zwiera ten sam podły syntezator lecz głównym bohaterem staje się pętla perkusyjna, zmienijąca się naprawdę wolno. Moją uwagę przykłuwa syntezator, który miejscami nabiera naprawdę pięknych brudnych barw. Jednak jakość nagrania (znów taśma ze Stilonu?) nie pozwala mi się rozkoszować ich pełnią...

piątek, 15 lutego 2008

Collection Era Vol. 1 - CD04 - 1981

Płytę rozpoczyna Electric Environment. Ta ponad dwudziesto minutowa dekompozycja bazuje na sprzężeniu zwrotnym, gitarach, blachach, i szumach. Nie jest to może gęstość do jakiej przyzwyczaił nas późniejszy Merzbow ale względem poprzedniej płyty jest dużo ciekawiej bardziej wielowątkowo. Pojawia się nawet jakieś ćwierkanie ale nie jestem w stanie stwierdzić czy jest to ptactwo czy syntezator. Mimio długości nie jest nudno. Telecom Manipulation to dużo ogłosów wody, jakiś wyjątkowo podły syntezator i wyrywki nagrań, które atakują pod koniec. Gdzieś w połowie pojawia się coś co brzmi jak kaczka. A jak wiadomo Masami mięsa nie je. Wszystko przetworzone, odnosze wrażenie jakby to grało jakieś wyjątkowo podłe radio. Słychać nawet jakieś rockowe brzdękanie nienajwyższych lotów. W Telecom Manipulation słychać jakieś mocno przetworzone dialogi i coś co brzmi jak organy hammonda, które miały już wiele za sobą. Do tego dochodzi jakaś jatka na skrzypcach. Miejscami gęstość jest naprawdę przyzwoita a rozregulowane radia dopełniają apokaliptycznego klimatu. Do czasu kiedy "skrzypce" zaczynają brzmieć jak w country. Jest różnie, czasem brzmi jak czarna msza, na której zapił organista. A walentynki to chujowe anglosaskie święto.

czwartek, 14 lutego 2008

Remblandt Assemblage -CD03- 1980r.

A może RemBlant Assemblage? Sluchając tej płyty można odnieść wrażenie, że ktoś spalił blanta i świetnie się bawił ją nagrywając. No ale z dadaizmem tak już jest, że ktoś się świetnie bawi naszym kosztem lub próbując nas rozbawić. Na tej płycie słowo "DADA" pada dwa razy w tytułach choć tak naprawdę może jedna "kompozycja" dadaistyczna nie jest. Mam tu namyśli utwór otwierający płytę - "Remblandt Assemblage". To naprawdę mroczna i niepokojąca kontrukcja oparta na jakimś materiale puszczonym od tyłu gdzie jako akompaniament występują odgłosy jakiś stalowych prętów szuranych po siatce. Robiliście to w dzieciństwie? No to może ja jestem taki dziwny. Do tego jakieś zawodzenie i "pierdzenie" w mikrofon(noo sorry tak to brzmi). Idziemy dalej. Voice Of Scwitters - tak takie właśnie "pierdzenie w mikrofon". Theme Of Dadaist, tu Masami chwycił gitarę i bawił się radioodbiornikiem....na tym etapie całość zaczyna być męcząca. Hans Arp - szkoda, że nie chodzi tu o sytezator ARP 2500 będący własnością Hansa ale ten utwór przynosi pewne wytchnienie. Radioodbiornik i dośc mocno przesterowana gitara i dodatek brzmienia gitary akustycznej oazowej. Miejscami dzieje się naprawdę sporo. Tape Dada to zabawa taśmami puszczanymi w różnym tempie i do tego dość wyraźny bit wygrywany na jakiś elementach metalowych. W okolicach minuty przed końcem pojawia się coś co brzmi jak jak jakieś skomlenie, płacz lub nie wiem co. Music Concret to zaś miła przerwa przed tym co ma nastąpić. Ktoś spłukuje kibel i bawi się metalowymi elementami oraz strunami z żyłki. Jak by nie patrzreć jest konkretnie. Na deser zostaje najtrudniejsze: Prepare Guitar Solo 1 i Prepare Guitar Solo 2 czyli około 21 minut znęcania się na gitarami (często bez przesteru i bardzo akustycznie) i radiami. Da się wyłapać całe dość niepokojące zdania po japońsku. Wszystko bez jakiegokolwiek składu, ładu, sensu i porządku. W dodatku dość nudne. Fajny kimat tworzą radia i co bardziej żywe momenty gdy Akita naprawdę idzie na całość w katowaniu gitar - niestety nie trwa to długo a ściana zgiełku to raczej murek. Jednego nie można odmówić - dwa ostanie numery męczą jak cholera!

środa, 13 lutego 2008

Metal Acoustic Music - CD02 - 1980


Mamy rok 1980... Balance Of Neurosis - ten kawałek to tak naprawdę pościelówka. Całość zawieszona w średnich i niskich częstotliwościach. Bardzo przyjemne charczenie pochodzące prawdopodobnie z jakiegoś zepsutego sprzętu i/lub feedbacku. Momentami utwór schodzi tak nisko, że niemal przestaje być słyszalny. Do tego jakieś dźwięki z nie do końca dostrojonej gitary. Jedyne co wydaje się zagadkowe to jakieś słowa wypowiedziane pod koniec utworu. Nie jestem w stanie określić o co chodzi ani w jakim to języku. Słowem cały kawałek to taki dada-noise-ambient, nie zrobicie nim na nikim wrażenia ale napewno puszczony waszym bliskim sprawi, że zaczną się poważnie zastanawiać czy nie nadużywacie jakiś środków psychoaktywnych i/lub czy nie macie co robić z wolnym czasem bo tego słuchacie... To w końcu noise.

wtorek, 12 lutego 2008

OM Electrique - CD01 - 1979r.


Jak na początek - bardzo spokojnie. Słuchałem kiedyś tej płyty pijąc wódkę z kolegą (pozdro Kosa) i gdzieś tak w połowie butelki, do pokoju wkroczyła nasza współlokatorka i zapytała nas czy coś się zepsuło.... No ale co my tu mamy.... Pierwszy utwór "OM Electrique Part 1" to bardzo przyjemny odgłos jaki wydają słupy wysokiego napięcia wczesnym rankiem, rodzaj prądowego buczenia urozmaicany uderzeniami jakiś metalowych części. I dzieje się tak około 11 minut gdy następuje zwrot i buczenie przechodzi w pisk. Należy zaznaczyć, że całośc jest fatalnie nagrana, co chwile słychać trącenia mikrofonu. Wszystko pewnie było zgrywane na podłą taśmę przez co nie ma - obsolutnie - wysokich tonów. Bardzo Lo-fi ale urokliwe zarazem. OM Electrique Part 2 nieco krótszy to rozwinięcie pierwszego utworu i niewiele nowego da się tu usłyszeć ot trochę więcej modulacji płynącego prądu. Untitled Taped Drum Solo to sprzężenia zwortne, odrobinę jakiegoś półwysokiego ćwierkania syntezatora i oczywiście tytułowy bęben trafiany "na pałę" a czasem prawie jak pijany Zappa, czy jakaś funkowa break sekwencja. Słucha się tego z pewnym zaciekawieniem. Pod koniec brzmi nawet orientalnie-japońsko. Untitled Guitar Solo trochę szumów, zdaje się jakiś odbiornik radiowy ściszany i podgłaśniany oraz jakieś przebijające się głosy, to tego jakiś tani reverb i oczywiście gitara. Brzmiąca orientalnie ale nie starająca się grać żadnej muzyki tak poprostu. Na deser ciupka dmuchania w mikrofon. I tak o to zakończyłem słuchanie pierwszej płyty. To naprawdę pierwsze nagrania Merzbow ale pierwszy kawałek wzbudza we mnie bardzo pozytywne odczucia. Dużo tutaj także eksperymentowania z uszkodzonym sprzętem co stało się później znakiem rozpoznawczym Merzbow.

O co chodzi?


To proste. Ja kontra on - Merzbow - człowiek legenda. A konkretniej jego magnum opus Merzbox zawierający 50 CD album po brzegi wypełniony hałasem. Zdaje sobie sprawę, że podobny eksperyment miał już miejsce ale nie było to w Polsce, a osoba która się go podjęła nie była (chyba) entuzjastą hałasu. Ja jestem. Postaram się w tygodniu przesłuchiwać 5 CD z Merzboxa. To jest w każdy dzień od poniedziałku do piątku jedno CD, a swoje wrażenia skrupulatnie spisywać w tym oto miejscu.

Po co?

Bo lubię, mogę, chcę i czasem nudzę się w pracy.

Jak?

Ipod mini, głośność odkręcona do połowy, słuchawki Creative Ep-630. Jakość od 128 kbps do 320 kbps w formacie mp3. Tak wiem wolelibyście sadyści/sadystki bym słuchał w jakiejś bezstratnej kompresji ale jeszcze nikt nie wrzucił Merzbox`a we flacu.

No to widzimy się za godzinę jak skończę słuchać pierwszej płyty.