piątek, 29 lutego 2008

Mechanization Takes Command -CD14- 1983r.


Czy mechanizacja naprawdę przejęła kontrolę? Nie do końca. Płytę otwierają gitarowe przestery podawane do klasycznie już anrytmicznej perkusji. Merzbow zaburza rytm a tym samym zadaje cios kasycznemu pojęciu muzyki. Do tego sample z amerykańskich filmów i jakieś japońskie dialogi niewiadomego pochodzenia. Całość nie wywarła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. W kolejnych numerach normalna perkusja zostaje pomieniona na pętle z automatu perkusynego a przestery stają się odważniejsze. Jeff Mills dałby radę dograć do tego "The bells". Ale tylko on. Momentem kulminacyjnym całej płyty jest utwór " Suicidal Machine". Ten kawałek naprwdę brzmi zachwycająco i gęsto. Przesterowany do ganic możliwości dźwięk poddawany kolejnym modulacjom. Dodatkowo całość wspomagana przez jakiś analogowy syntezator. To właśnie składowe potęgi brzmienia za jakie kocham noise. Niestety ostatni utwór Ai-Da-Ho traci trochę na sile i jeśli by to odemnie zależało ostatnie dwa zamieniłbym kolejnością.

czwartek, 28 lutego 2008

Material Action 2 (N.A.M.) - CD13 - 1983r.


Album rozpoczyna się od utworu "Nil ad Mirari, który jest chaotycznym nagraniem Masamiego uderzającego w różne rzeczy. Jakieś struny, bębenki, drewienka. Do tego monotonna barwa jakiegos elektrycznego urządzenia i coś co brzmi jak jakieś ptactwo, albo bardzo cieńkie struny. Utwór nudny i przewidywalny i nie wnoszący nic nowego. Jedyne co zasługuje na uwagę to struktura która nie ma absolutnie żadnego sensu. "Nimbus Alter Magneto Electricity" to natomiast coś na kształt ambientowego pejzażu. Szumy, blacha, echa, stuki-puki i wielkie przestrzenie. Brzmi niepokojąco ale nic ponadto. Brakuje "tego czegoś" co czyniłoby ten numer wyjątkowym. Krótka i średnio ciekawa płyta.

środa, 27 lutego 2008

Nil Vagina Tape Loops -CD12- 1982r.


Intrygujący to tytuł, choć zdradza to sposób powstania albumu - zabawa z taśmami i pętlami. Vagin nie ma aczkolwiek kobiece głosy pojawiają się w pierwszym numerze Nil Vagina Tape Loop No.0 (0 pewnie dla zmylenia.) . Obok wymienionych wcześniej głosów mam jakieś chrzęsty z radia i pseudo melodie niewiadomego pochodzenia. Taśmy są zwalniane i przyśpieszne oczywiście wszystko w estetyce lo-fi. Drugi numer tym razem z numerkiem 1 to dalsze zabawy z taśmami i powrót to tematu z numeru 1 czyli 0... do tego jakieś piski i chrboty. Trochę to nudne ale urokliwe zarazem. Niemal czuć jak masami znęca się nad magnetofonem, szarpie taśmy i przewija gdy głowica wciąż dotyka taśmy. Kurde, gdzieś po drodze słychać włączany odkurzacz i ten motyw powraca także w utworze trzecim dla niepoznaki nazwanym Nil Vagina Tape Loop No.2. W tym utworze katowane głosy mówiące po japońsku i chyba po angielsku brzmią wyjątkowo śmiesznie wręcz kreskówkowo, po ok 5 minutach robi się bardziej hałaśliwie, i zamiast głosów pojawia się pętla gitarowa przesterowana po przez przekroczenie głośności. Całość ma wyjątkowo monotonny charakter (jak to z pętlami bywa) i jest nastawiona na zmęczenie słuchacza.... Ciekawych zwrotów jest tu niewiele, sluchając tej plyty czuję, że marnuję godzinę z życia. Robię to po to byście Wy nie musieli!

wtorek, 26 lutego 2008

Expanded Music - CD11 - 1982r.


Mniam, już pierwszy utwór Manipulation 1 zachwyca. Zaczyna się niemal jak piski wydawane przez gameboy'a wnosząć świerzość względem poprzednich prac. W połowie dokonuje się transformacja w kierunku tonów niskich opartych na fali prostokątnej - jest naprwadę smakowicie, choć dośc minimalistycznie. Manipulation 2 to naprawdę piekne analogowe gęste basowe mruczenie i szum podawany małymi dawkami. Całość jest niebywale tłusta. Komputery tak nie potrafią. Manipulation 3 zaczyna się rozmowami Japończyków (przyjęcie czy coś), dalej jakieś zawodzenie w tle i mocny metaliczny szum, który zaczyna przykrywać poprzednie warstwy. Głosy rozmywają się, zniekształcają, przyśpieszają (stara dobra taśma) aż nikną i stają się hałasem, jest grubo i błotniście. Manipulation 4 - bardzo rytmiczna, melodyjna, szatkowana hałasem z basem atakkującym nisko i z nienacka. Manipulation 5 - trochę w stylu disko, paździeż kiepskiego syntezatora zabawki grającego obżydliwy fabryczny rytm z presetu molestowanego falami hałasu napływającym szybko i bezlitośnie. Manipulation 6, gitarka z echem i mocne ataki białym szumem, czego chcieć więcej? Manipulation 7 jakieś odgłosy przyśpeszonych ekstrymalnie melodii, szumy - hmmmm prawie jakbyście przewijali kilka kaset jednocześnie a głowica magnetofonu dotykala by taśmy. Manipulation 8 - atak. Jakby powiew wybuchu, ekstrymalny clipping, metaliczne piski i zabawa filtami. Odnoszę wrażenie, że trwa jakaś niezwykle długa i potężna eksplozja. No i na koniec wisienka. M.F.S W1, ładny tytuł prawda? Ten utwór to do tej pory kwintesencja brudu, szmucu, tłustości i analogowości dźwięku. Niskoosadzona mroczna faktura brzmiąca jak gitara grana tak nisko jak tylko nisko się da przez masę efektów. Ekstrymalnie mroczna, brzmi jak podkład do dobrego snuffu. Do tego jakaś pętla z szumu brzmiąca trochę jak amen break(przez jakieś 4 minuty). Otwiera się wasz głośnik niskotonowy i wyłazi z niego poczwara zjadając wam mózg. Dożynki w piekle? Podkład muzyczny do sekcji kosmity? Nie wiem. Utwór absolutnie mnie przeraża. Canibal Corpse przy tym to banda pracowników "świata misi" wciskająych watę do różowych pluszaków. Po 13 minutach tego piekła jest chwila wytchnienia i znów to samo, nawet wraca, na chwilę "amen break". Jestem zachwycony.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Solonoise - CD10 - 1982r.


Tytuł mówi wszystko prawda? Płytę otwiera Solonoise Pt.1 i na początku robi dobre wrażenie to niemal ta sama gęstość, do której przyzwyczaił mnie Masami. Jakiś bulgot, szum i gitarowe przepięcia. Gdzieś pod tą warstwą pojawiają się jakieś skrzypce i pianino. Niestety tu następuje mały spadek napięcia i utwór zaczyna ewoluować w stronę jazzowej improwizacji, która zaczyna się robić nudna choć przy końcu utworu znów zaczyna się robić tłoczno i ciekawie. Tempo z jakim Akita uderza bezsensownie w pianino bardzo przypadło mi do gustu a skrzypce piłowane na śmierć i jednostajny jęk sprężenia mogą zachwycić. Dalej mamy Solonoise Pt.2.
Początek ma bardzo gitarowo-organiczno-bulgoczący charakter. Dalej jest tylko lepiej. Szum jest gęsty i gruby, brzmi przepięknie. Jęknięcia jakiś blach ostro modulowane i poddane gęstym przesterom przypominają mi za co kocham Merzbow. Utwór od samego początku trzyma poziom do jakiego zostałem przyzwyczajony przez późniejsze produkcje mistrza. Choć nie zawiera dużo wysokich tonów trafia bezbłędnie w moje gusta. Solonoise Pt.3 przynosi pewne rozczarowanie, po dość obiecującym początku oparty na wyższych częstotliwościach i radiach utwór zaczyna dryfować w złym kierunku. Jakiś saksofon i delikatny szum przypominają mi niedoruchaną muzykę improwizowaną i szybko stają się nudne. Aczkolwiek doceniam sposób w jaki Masami poniewiera instrumenty. Niestety jedyne co wywoluje u mnie ten utwór to irytacja i końcówka z radiami i jakimś marnym gitarowym piecykiem tego nie zmienia.

piątek, 22 lutego 2008

Yantra Material Action -CD09- 1982r.

Ok ta płyta to krok wstecz. Ja zdaje sobie sprawę, że nurt Lo-Fi ma swoich zwolenników (sam należę do nich) ale jakość nagrań na tej płycie jest żenująca..O ile przy Om Electriq dodawalo to smaku, tak tutaj poprostu irytuje. Nie pozwala się cieszyć pełnią hałasu. Merzbowowi nie chciało się wymyślać tytułów więc mi się nie bedzie chciało ich podawać - a co? I tak pta rozpoczyna się umiarkowanie obiecująco jakimiś bulgotem i gitarą oraz jakimś cykaniem. Nuda, gęstość - rzadna, ot takie dadaistyczne zabawy....blaeeee nuda było. W połowie jest jakiś breakdown i brzmi to jak kulig(serio jakieś metalowe elementy brzmią jak dzwoneczki)... Później(2gi utwór) następuję część bluesowa merzbow chwyta za gitarę i coś tam brzdąka - nuda. Trójke można docenić jest chyba najgorsza z tego co słyszalem z Merzbow co za tym idzie jest inna. 5 to skrzypce i bęben - kakadu. 6 to dada.... irytuje nic ciekawego, przedzkolaki bawią się instrumentami. 7 to samo. 8 jest fajna analogowa, gęsta, bogata, radiowa i tylko jakośc nagrania pierdoli wszystko. Masami kończ z tym dada kup Synthi! A gdzie 4 pytacie? Jest nawet fajna też analogowo-radiowa ale tonie w tej kupie kupy.

czwartek, 21 lutego 2008

Material Action For 2 Microphones - cd08 - 1981r.


Pomysł na tą płytę był prosty. Dwa mikrofony nagrywające cały hałas jaki Masami zdoła wytworzyć. A rzeczy hałasotwórczych było najwyraźniej pod dostatkiem. Hoochie Coochie Scratched Man; Yumin, Non Stop Disco; New Acoustic Music No.7 - to zawartość tej płyty - jako, że wymienione utwory są do siebie podobne postaram się je opisać razem. W ruch idą dlachy, przestery, instrumenty strunowe, rury i jakieś syntezatory. Jakby tego było mało słychać jakieś nagranie Edit Piaf, japoński pop (fani Utady Hikaru coś dla was) i inne niezidentyfikowane pozycje raz po raz przeplatane uderzeniami w rury, chrobotem i szumem. Merzbow stara się zniszczyć doszczętnie całą muzykę, która pojawia się gościnnie nie dając biednym popowym utworą brzmieć tak jak powinny. Ot jakieś delikatne molestowanie mikrofonu elementami stalowymi gdy japonka coś tam świergocze. Całość ma naprawdę tłuste brzmienie co dobrze świadczy o mikrofonach, które zostały użyte. Słychać także jakieś eksperymenty z taśmami. Oczywiście mikrofony nie były rozpieszczane a Akita nie przejmował się palącą się na czerwono lampką Overload :). Zapomnijcie także o symetrii lewa prawa strona. Mikrofony były dwa jak głosi tytuł i każdy nagrywał co innego. Calość ma bardzo chaotyczny charakter i nieszczędzi słychaczowi niespodzianek i nagłych ożywień. Choć tą pracę sklasyfikowalbym jako w miarę przyjazną dla uszu to nagłe zwroty akcji sprawiają, że każdy Dj zastanowilby się dwa i więcej razy przed puszczeniem tej płyty na potańcówce w remizie strażackiej. Niestrudzony japończyk udowadnia, że hałas można robić nawet przy dość ograniczonych środkach wyrazu.

środa, 20 lutego 2008

Paradoxa Paradoxa - CD07 -1981r.


Po trylogii czas na zmiany. Już na pierwszy "rzut ucha" słychać, że nagrania są wyższej jakości i powoli zaczyna być słychać wysokie tony. Płyę otwiera Paradoxa Paradoxa Pt.1. i od pierwszych dźwięków czuć, że masami skręca we właściwym kierunku. Mocne syntezatorowo kościelne brzmienie przywodzi mi na myśl tanie horrory lub nie tak czarną mszę. Do tego jakieś metaliczne pochodzenia dźwięki. W tle pojawia się coś co przypomina mi jakieś gdakanie ptactwa. Całość stanowi całkiem przyjemny koktail. I jak już pisałem dzięki lepszej jakości można docenić brzmienie klawiszy. W niektórych momentach przebija się jakaś modulowana audycja z radia dopełniając już tak popapranego klimatu. Paradoxa Paradoxa Pt.2 przynosi bardzo tłuste analogowe brzmienie syntezatora lub jakieś elektroniki, powracają jakieś pseudo hammondowe klawisze i skrzypce. Utwór choć połowę krótszy niż poprzedni jest bardziej intensywny a miejscami organy brzmią naprawdę brudno. Na sam koniec nagranie fortepianu i jakiś lipny bit. Brzmi to prawie jak jazz. Merzbow szuka i idzie mu coraz lepiej. Na tym etapie już czuć, że dekompozycje stają się coraz bogatsze.

wtorek, 19 lutego 2008

Collection Era Vol. 3 - CD06 - 1981r.


To płyta będąca godnym zakończeniem trylogi. Osiem utworów bez nazwy prowadzi nas przez kolejne eksperymenty japońskiego mistrza. I tak pierwszy utwór serwuje nam syntezatorowy bulgot, szumy i gitarowe riffy oraz jakieś cykanie, jak mniemam automat perkusyjny o jakości zbliżonej do tr-606, każdy element oczywiście oderwany i biegający samopas. 2 to jakieś głęboko brzmiące bębny, stukanie metalowych elementów i gitara. Całość ma nieco orientalny charakter. Masami poszukuje sposobu by nas zirytować zaburzając strukturę utworu i pozbawiając go rytmicznego charakteru. 3 brzmi z początku jak rozbiegówka do jakiejś gabby czy innego hardcore`u. Wesoła perkusyna pętla sprawia, że nogi same rwą się do tańca. Oczywiście jeśli jesteście w stanie znieść te szumy, syntezatory, jakieś szarpanie za struny z żyłki i inne niezidentyfikowane przeze mnie odgłosy. Kolejna dekompozycja to gitara elektryczna przesterowana do granic możliwości i zabawy skrzypiącymi drzwiami, szumy i skrzypce. Tak skrzypce. Piątka brzmi bardzo ambientowo i zawiera podły syntezatorowy loop. Lubię to, do tego jakieś blachy. Mocno niepokojący charakter. Kolejny numer to zabawy z pukaniem w różne rzeczy. Cały efekt tych poczynań zbierany podłym mikrofonem. Potrafię sobie wyobrazić jak Merzbow stuka w ten cały szajs zadowolony jak mały chłopiec a efekt nagrywa na kasprzaka. Szuka, szuka i nie znajduje zadowolenia. Szczęśliwa 7 brzmi jak dadaistyczne zabawy ze skrzypcami, blachą i gitarą. Nie wyróżnia się na tle pozostałych. Ostatni utwór to już zupełnie inna historia. Dekompozycja zbiera w całość wszystkie pomysły z poprzednich numerów i podaje w zabójczym miksie. Blachy? Dmuchanie w mikrofon? Gitara? podły synth? Skrzypce? Jakieś wyrywki z radia? Automat perkusyjny? CHECK! miejscami brzmi to jakby REDNEX zarzył LSD i grał downtempo. Utwór w kilku miejscach osiąga przyzwoitą gęstość by znów zejść na spokojniejsze tory. Kocia muzyka z piekła rodem.

poniedziałek, 18 lutego 2008

Collection Era Vol. 2 - CD05 - 1981r.


To druga część trdium paschalnego gdzie Masami poszukuje hałasu. Ku memu zaskoczeniu album ten zaczyna się bardzo tanecznie od Merz Rock 1 i Merz Rock 2, które nie wiem czemu nie stanowią całości. Pierwszy utwór prezentuje wyjątkowo biedny loop perkusyjny i jakieś gitarowe/syntezatorowe przepięcia. Drugi utwór zaś bardziej wyciąga syntezator na pierwszy plan a perkusja miejscami staje się bardziej zwichrowana, miejscami strzelając jakby solówkę. Mógłbym do tego tańczyć na weselu, no ci którzy mnie znają pewnie wiedzą, że to nic dziwnego ale podejrzewam gdyby goście bardziej popili w co bardziej melodyjnych momentach mogliby mi potowarzyszyć. Mnie najbardziej cieszy, że Masami odkrywa syntezatory, które później stną się jego główną bronią. Merz Gamlan 1 to absolutna papka. Blachy, flety, syntezator, trójkąty. Masami szuka sposobu by zniszczyć muzykę. Bez ładu, składu, sensu, mostków, melodii czyste znęcanie się nad słuchającym. Merz Gamlan 2 to wersja downtempo poprzedniego numeru. Mniej ekspresyjnie lecz równie irytująco, Japończyk szuka sposobu by zirytować słuchacza. Zappa na LSD - takkie moje skojarzenie. Merz Scat - zdaje się podążać tropem swoich poprzedników i jest jakby wypadkową poprzednich utworów. Raz wolnej raz szybciej, miejscami nawet brzmi to jak stado owiec, z dzwoneczkami na szyjach, tułąjce się po polanie najerzonej tanimi mikrofonami. w Merztronics Jazz Mix Akita chwyta gitarę i improwizuje do syntezatora grającego jedną pętlę, taki Jazzowy jam session. Aczkolwiek fani jazzu nad Odrą mogliby się obrazić. Kolejny utwór Merztronics Rhythm Mix zwiera ten sam podły syntezator lecz głównym bohaterem staje się pętla perkusyjna, zmienijąca się naprawdę wolno. Moją uwagę przykłuwa syntezator, który miejscami nabiera naprawdę pięknych brudnych barw. Jednak jakość nagrania (znów taśma ze Stilonu?) nie pozwala mi się rozkoszować ich pełnią...

piątek, 15 lutego 2008

Collection Era Vol. 1 - CD04 - 1981

Płytę rozpoczyna Electric Environment. Ta ponad dwudziesto minutowa dekompozycja bazuje na sprzężeniu zwrotnym, gitarach, blachach, i szumach. Nie jest to może gęstość do jakiej przyzwyczaił nas późniejszy Merzbow ale względem poprzedniej płyty jest dużo ciekawiej bardziej wielowątkowo. Pojawia się nawet jakieś ćwierkanie ale nie jestem w stanie stwierdzić czy jest to ptactwo czy syntezator. Mimio długości nie jest nudno. Telecom Manipulation to dużo ogłosów wody, jakiś wyjątkowo podły syntezator i wyrywki nagrań, które atakują pod koniec. Gdzieś w połowie pojawia się coś co brzmi jak kaczka. A jak wiadomo Masami mięsa nie je. Wszystko przetworzone, odnosze wrażenie jakby to grało jakieś wyjątkowo podłe radio. Słychać nawet jakieś rockowe brzdękanie nienajwyższych lotów. W Telecom Manipulation słychać jakieś mocno przetworzone dialogi i coś co brzmi jak organy hammonda, które miały już wiele za sobą. Do tego dochodzi jakaś jatka na skrzypcach. Miejscami gęstość jest naprawdę przyzwoita a rozregulowane radia dopełniają apokaliptycznego klimatu. Do czasu kiedy "skrzypce" zaczynają brzmieć jak w country. Jest różnie, czasem brzmi jak czarna msza, na której zapił organista. A walentynki to chujowe anglosaskie święto.

czwartek, 14 lutego 2008

Remblandt Assemblage -CD03- 1980r.

A może RemBlant Assemblage? Sluchając tej płyty można odnieść wrażenie, że ktoś spalił blanta i świetnie się bawił ją nagrywając. No ale z dadaizmem tak już jest, że ktoś się świetnie bawi naszym kosztem lub próbując nas rozbawić. Na tej płycie słowo "DADA" pada dwa razy w tytułach choć tak naprawdę może jedna "kompozycja" dadaistyczna nie jest. Mam tu namyśli utwór otwierający płytę - "Remblandt Assemblage". To naprawdę mroczna i niepokojąca kontrukcja oparta na jakimś materiale puszczonym od tyłu gdzie jako akompaniament występują odgłosy jakiś stalowych prętów szuranych po siatce. Robiliście to w dzieciństwie? No to może ja jestem taki dziwny. Do tego jakieś zawodzenie i "pierdzenie" w mikrofon(noo sorry tak to brzmi). Idziemy dalej. Voice Of Scwitters - tak takie właśnie "pierdzenie w mikrofon". Theme Of Dadaist, tu Masami chwycił gitarę i bawił się radioodbiornikiem....na tym etapie całość zaczyna być męcząca. Hans Arp - szkoda, że nie chodzi tu o sytezator ARP 2500 będący własnością Hansa ale ten utwór przynosi pewne wytchnienie. Radioodbiornik i dośc mocno przesterowana gitara i dodatek brzmienia gitary akustycznej oazowej. Miejscami dzieje się naprawdę sporo. Tape Dada to zabawa taśmami puszczanymi w różnym tempie i do tego dość wyraźny bit wygrywany na jakiś elementach metalowych. W okolicach minuty przed końcem pojawia się coś co brzmi jak jak jakieś skomlenie, płacz lub nie wiem co. Music Concret to zaś miła przerwa przed tym co ma nastąpić. Ktoś spłukuje kibel i bawi się metalowymi elementami oraz strunami z żyłki. Jak by nie patrzreć jest konkretnie. Na deser zostaje najtrudniejsze: Prepare Guitar Solo 1 i Prepare Guitar Solo 2 czyli około 21 minut znęcania się na gitarami (często bez przesteru i bardzo akustycznie) i radiami. Da się wyłapać całe dość niepokojące zdania po japońsku. Wszystko bez jakiegokolwiek składu, ładu, sensu i porządku. W dodatku dość nudne. Fajny kimat tworzą radia i co bardziej żywe momenty gdy Akita naprawdę idzie na całość w katowaniu gitar - niestety nie trwa to długo a ściana zgiełku to raczej murek. Jednego nie można odmówić - dwa ostanie numery męczą jak cholera!

środa, 13 lutego 2008

Metal Acoustic Music - CD02 - 1980


Mamy rok 1980... Balance Of Neurosis - ten kawałek to tak naprawdę pościelówka. Całość zawieszona w średnich i niskich częstotliwościach. Bardzo przyjemne charczenie pochodzące prawdopodobnie z jakiegoś zepsutego sprzętu i/lub feedbacku. Momentami utwór schodzi tak nisko, że niemal przestaje być słyszalny. Do tego jakieś dźwięki z nie do końca dostrojonej gitary. Jedyne co wydaje się zagadkowe to jakieś słowa wypowiedziane pod koniec utworu. Nie jestem w stanie określić o co chodzi ani w jakim to języku. Słowem cały kawałek to taki dada-noise-ambient, nie zrobicie nim na nikim wrażenia ale napewno puszczony waszym bliskim sprawi, że zaczną się poważnie zastanawiać czy nie nadużywacie jakiś środków psychoaktywnych i/lub czy nie macie co robić z wolnym czasem bo tego słuchacie... To w końcu noise.

wtorek, 12 lutego 2008

OM Electrique - CD01 - 1979r.


Jak na początek - bardzo spokojnie. Słuchałem kiedyś tej płyty pijąc wódkę z kolegą (pozdro Kosa) i gdzieś tak w połowie butelki, do pokoju wkroczyła nasza współlokatorka i zapytała nas czy coś się zepsuło.... No ale co my tu mamy.... Pierwszy utwór "OM Electrique Part 1" to bardzo przyjemny odgłos jaki wydają słupy wysokiego napięcia wczesnym rankiem, rodzaj prądowego buczenia urozmaicany uderzeniami jakiś metalowych części. I dzieje się tak około 11 minut gdy następuje zwrot i buczenie przechodzi w pisk. Należy zaznaczyć, że całośc jest fatalnie nagrana, co chwile słychać trącenia mikrofonu. Wszystko pewnie było zgrywane na podłą taśmę przez co nie ma - obsolutnie - wysokich tonów. Bardzo Lo-fi ale urokliwe zarazem. OM Electrique Part 2 nieco krótszy to rozwinięcie pierwszego utworu i niewiele nowego da się tu usłyszeć ot trochę więcej modulacji płynącego prądu. Untitled Taped Drum Solo to sprzężenia zwortne, odrobinę jakiegoś półwysokiego ćwierkania syntezatora i oczywiście tytułowy bęben trafiany "na pałę" a czasem prawie jak pijany Zappa, czy jakaś funkowa break sekwencja. Słucha się tego z pewnym zaciekawieniem. Pod koniec brzmi nawet orientalnie-japońsko. Untitled Guitar Solo trochę szumów, zdaje się jakiś odbiornik radiowy ściszany i podgłaśniany oraz jakieś przebijające się głosy, to tego jakiś tani reverb i oczywiście gitara. Brzmiąca orientalnie ale nie starająca się grać żadnej muzyki tak poprostu. Na deser ciupka dmuchania w mikrofon. I tak o to zakończyłem słuchanie pierwszej płyty. To naprawdę pierwsze nagrania Merzbow ale pierwszy kawałek wzbudza we mnie bardzo pozytywne odczucia. Dużo tutaj także eksperymentowania z uszkodzonym sprzętem co stało się później znakiem rozpoznawczym Merzbow.

O co chodzi?


To proste. Ja kontra on - Merzbow - człowiek legenda. A konkretniej jego magnum opus Merzbox zawierający 50 CD album po brzegi wypełniony hałasem. Zdaje sobie sprawę, że podobny eksperyment miał już miejsce ale nie było to w Polsce, a osoba która się go podjęła nie była (chyba) entuzjastą hałasu. Ja jestem. Postaram się w tygodniu przesłuchiwać 5 CD z Merzboxa. To jest w każdy dzień od poniedziałku do piątku jedno CD, a swoje wrażenia skrupulatnie spisywać w tym oto miejscu.

Po co?

Bo lubię, mogę, chcę i czasem nudzę się w pracy.

Jak?

Ipod mini, głośność odkręcona do połowy, słuchawki Creative Ep-630. Jakość od 128 kbps do 320 kbps w formacie mp3. Tak wiem wolelibyście sadyści/sadystki bym słuchał w jakiejś bezstratnej kompresji ale jeszcze nikt nie wrzucił Merzbox`a we flacu.

No to widzimy się za godzinę jak skończę słuchać pierwszej płyty.