
To druga część trdium paschalnego gdzie Masami poszukuje hałasu. Ku memu zaskoczeniu album ten zaczyna się bardzo tanecznie od Merz Rock 1 i Merz Rock 2, które nie wiem czemu nie stanowią całości. Pierwszy utwór prezentuje wyjątkowo biedny loop perkusyjny i jakieś gitarowe/syntezatorowe przepięcia. Drugi utwór zaś bardziej wyciąga syntezator na pierwszy plan a perkusja miejscami staje się bardziej zwichrowana, miejscami strzelając jakby solówkę. Mógłbym do tego tańczyć na weselu, no ci którzy mnie znają pewnie wiedzą, że to nic dziwnego ale podejrzewam gdyby goście bardziej popili w co bardziej melodyjnych momentach mogliby mi potowarzyszyć. Mnie najbardziej cieszy, że Masami odkrywa syntezatory, które później stną się jego główną bronią. Merz Gamlan 1 to absolutna papka. Blachy, flety, syntezator, trójkąty. Masami szuka sposobu by zniszczyć muzykę. Bez ładu, składu, sensu, mostków, melodii czyste znęcanie się nad słuchającym. Merz Gamlan 2 to wersja downtempo poprzedniego numeru. Mniej ekspresyjnie lecz równie irytująco, Japończyk szuka sposobu by zirytować słuchacza. Zappa na LSD - takkie moje skojarzenie. Merz Scat - zdaje się podążać tropem swoich poprzedników i jest jakby wypadkową poprzednich utworów. Raz wolnej raz szybciej, miejscami nawet brzmi to jak stado owiec, z dzwoneczkami na szyjach, tułąjce się po polanie najerzonej tanimi mikrofonami. w Merztronics Jazz Mix Akita chwyta gitarę i improwizuje do syntezatora grającego jedną pętlę, taki Jazzowy jam session. Aczkolwiek fani jazzu nad Odrą mogliby się obrazić. Kolejny utwór Merztronics Rhythm Mix zwiera ten sam podły syntezator lecz głównym bohaterem staje się pętla perkusyjna, zmienijąca się naprawdę wolno. Moją uwagę przykłuwa syntezator, który miejscami nabiera naprawdę pięknych brudnych barw. Jednak jakość nagrania (znów taśma ze Stilonu?) nie pozwala mi się rozkoszować ich pełnią...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz