
Mniam, już pierwszy utwór Manipulation 1 zachwyca. Zaczyna się niemal jak piski wydawane przez gameboy'a wnosząć świerzość względem poprzednich prac. W połowie dokonuje się transformacja w kierunku tonów niskich opartych na fali prostokątnej - jest naprwadę smakowicie, choć dośc minimalistycznie. Manipulation 2 to naprawdę piekne analogowe gęste basowe mruczenie i szum podawany małymi dawkami. Całość jest niebywale tłusta. Komputery tak nie potrafią. Manipulation 3 zaczyna się rozmowami Japończyków (przyjęcie czy coś), dalej jakieś zawodzenie w tle i mocny metaliczny szum, który zaczyna przykrywać poprzednie warstwy. Głosy rozmywają się, zniekształcają, przyśpieszają (stara dobra taśma) aż nikną i stają się hałasem, jest grubo i błotniście. Manipulation 4 - bardzo rytmiczna, melodyjna, szatkowana hałasem z basem atakkującym nisko i z nienacka. Manipulation 5 - trochę w stylu disko, paździeż kiepskiego syntezatora zabawki grającego obżydliwy fabryczny rytm z presetu molestowanego falami hałasu napływającym szybko i bezlitośnie. Manipulation 6, gitarka z echem i mocne ataki białym szumem, czego chcieć więcej? Manipulation 7 jakieś odgłosy przyśpeszonych ekstrymalnie melodii, szumy - hmmmm prawie jakbyście przewijali kilka kaset jednocześnie a głowica magnetofonu dotykala by taśmy. Manipulation 8 - atak. Jakby powiew wybuchu, ekstrymalny clipping, metaliczne piski i zabawa filtami. Odnoszę wrażenie, że trwa jakaś niezwykle długa i potężna eksplozja. No i na koniec wisienka. M.F.S W1, ładny tytuł prawda? Ten utwór to do tej pory kwintesencja brudu, szmucu, tłustości i analogowości dźwięku. Niskoosadzona mroczna faktura brzmiąca jak gitara grana tak nisko jak tylko nisko się da przez masę efektów. Ekstrymalnie mroczna, brzmi jak podkład do dobrego snuffu. Do tego jakaś pętla z szumu brzmiąca trochę jak amen break(przez jakieś 4 minuty). Otwiera się wasz głośnik niskotonowy i wyłazi z niego poczwara zjadając wam mózg. Dożynki w piekle? Podkład muzyczny do sekcji kosmity? Nie wiem. Utwór absolutnie mnie przeraża. Canibal Corpse przy tym to banda pracowników "świata misi" wciskająych watę do różowych pluszaków. Po 13 minutach tego piekła jest chwila wytchnienia i znów to samo, nawet wraca, na chwilę "amen break". Jestem zachwycony.
2 komentarze:
Póki co, najlepsza recenzja ;).
Chyba pisałem kiedys reckę tego materiału i chyba się mi podobał.
ATW
Prześlij komentarz