
Tytuł mówi wszystko prawda? Płytę otwiera Solonoise Pt.1 i na początku robi dobre wrażenie to niemal ta sama gęstość, do której przyzwyczaił mnie Masami. Jakiś bulgot, szum i gitarowe przepięcia. Gdzieś pod tą warstwą pojawiają się jakieś skrzypce i pianino. Niestety tu następuje mały spadek napięcia i utwór zaczyna ewoluować w stronę jazzowej improwizacji, która zaczyna się robić nudna choć przy końcu utworu znów zaczyna się robić tłoczno i ciekawie. Tempo z jakim Akita uderza bezsensownie w pianino bardzo przypadło mi do gustu a skrzypce piłowane na śmierć i jednostajny jęk sprężenia mogą zachwycić. Dalej mamy Solonoise Pt.2.
Początek ma bardzo gitarowo-organiczno-bulgoczący charakter. Dalej jest tylko lepiej. Szum jest gęsty i gruby, brzmi przepięknie. Jęknięcia jakiś blach ostro modulowane i poddane gęstym przesterom przypominają mi za co kocham Merzbow. Utwór od samego początku trzyma poziom do jakiego zostałem przyzwyczajony przez późniejsze produkcje mistrza. Choć nie zawiera dużo wysokich tonów trafia bezbłędnie w moje gusta. Solonoise Pt.3 przynosi pewne rozczarowanie, po dość obiecującym początku oparty na wyższych częstotliwościach i radiach utwór zaczyna dryfować w złym kierunku. Jakiś saksofon i delikatny szum przypominają mi niedoruchaną muzykę improwizowaną i szybko stają się nudne. Aczkolwiek doceniam sposób w jaki Masami poniewiera instrumenty. Niestety jedyne co wywoluje u mnie ten utwór to irytacja i końcówka z radiami i jakimś marnym gitarowym piecykiem tego nie zmienia.
Początek ma bardzo gitarowo-organiczno-bulgoczący charakter. Dalej jest tylko lepiej. Szum jest gęsty i gruby, brzmi przepięknie. Jęknięcia jakiś blach ostro modulowane i poddane gęstym przesterom przypominają mi za co kocham Merzbow. Utwór od samego początku trzyma poziom do jakiego zostałem przyzwyczajony przez późniejsze produkcje mistrza. Choć nie zawiera dużo wysokich tonów trafia bezbłędnie w moje gusta. Solonoise Pt.3 przynosi pewne rozczarowanie, po dość obiecującym początku oparty na wyższych częstotliwościach i radiach utwór zaczyna dryfować w złym kierunku. Jakiś saksofon i delikatny szum przypominają mi niedoruchaną muzykę improwizowaną i szybko stają się nudne. Aczkolwiek doceniam sposób w jaki Masami poniewiera instrumenty. Niestety jedyne co wywoluje u mnie ten utwór to irytacja i końcówka z radiami i jakimś marnym gitarowym piecykiem tego nie zmienia.
1 komentarz:
Nawet fajny album.
ATW
Prześlij komentarz