poniedziałek, 31 marca 2008

Crocidura Dsi Nezumi -CD30- 1988r.


Nie no ok. To nie jest tak, że się poddałem czy coś albo, że mni się nie chce. Ale tan album w 2/3 mnie totalnie rozczarowuje. Pierwsze dwau utwory: "Mustela Erminea Nippon" i "Mustela Sixasa Namiyei (Including: The Revenge Of The Son Of Monster Magnet)" mimo imponujących tytułów to zwyczajna padaka. Stukanie, pukanie i pseudo skrzypce. Było, było i jeszcze raz było. Choć miejscami jest fajnie i orientalnie to przykro mi ale jest nudno i nijako. Wogóle jakoś mało hałaśliwie. Grupa przedszkolaków robi większy i bardziej asynchroniczny zgiełk. Wstydź się Masami. Za to ostatnia dekompozycja (" Strange Strings ") przypadła mi do gustu. Jest hałaśliwie blaszana (coś jakby ktoś okladał metalowe wiadro trzepaczką do jajek) i dość dynamiczna. A techno walenie, które pojawia się w okolicach połowy przypomina mi twory Dj Skinheada. Dobre jebanie basem nie jest złe, zwłaszcza gdy towarzyszą mu jakieś diaboliczne przestery.

Collaborative -CD29- 1988r.


Ten album to kolaboracja między Japończykiem a S.B.O.T.H.I czyli Achimem Wollscheidem. Niestety płyta jest słaba . Zwyczajnie słaba. I nie jest istotne czy Masami nagrał ją sam czy z myszką miki. Wszystko jest nudne do bólu przewidywalne. Techniki wytwarzania hałasu powielają się i wszystko jest zwyczajnie nudne i mdłe. Dla mnie tej płyty mogłoby w Merzboxie nie być. W sumie mogłaby być ale tylko ze względu na fajny art na CD.

czwartek, 27 marca 2008

Fission Dialogue - CD28- 1988r.


White Gamlan otwierający płytę brzmi ambientowo. Strungy, trzaski i uderzenia o elementy metalowe. Wszystko o słabej gęstości i znów ktoś popierduje w mikrofon. Nudne 15 minut przerywane rytmami na styl niemal karaibski. Tytułowy "Fission Dialogue" to inna para kaloszy. stalowe porykiwania gniecionych blach i nawarstwiająca się kakofonia uderzeń a arkusze blachy. Całość mroczna i gęsta jak na Merzbow przystało. Pojawiają sie instrumenty strunowe (zapewne autorskie konstrukcje) jak i brudny syntezator. Jest różnorodnie i ciekawie. Najlepszy jest jednak ostatni utwór. I nie szkodzi mu, że trwa ponad pół godziny. Zaczyna się delikatnie od zabawy z taśmami lub płytami winylowymi, do tego jakiś syntezator i pogłosy. Z czasem utwór gęstniejei pojawiają się metaliczne szumy a czasem dzikie partie wyszarpywane na strunach. Im bliżej końca tym gęściejszy i ciekawszy materiał. Ostra praca w rzucaniu mikrofonem i przestery.

czwartek, 20 marca 2008

Intermisssion

W związku z wieloma związkami aktualizacja jutro.

środa, 19 marca 2008

Storage -CD27- 1988 r.


Będzie krótko i na temat. Dwa pierwsze utwory to nuda. War Storage Pt.1 i War Storage Pt.2 nie zaskakują niczym. To znaczy blachy, blachy, blacu. Akustycznie i przestrzennie ale niezwykle nudno i monotonnie. Jedynie końcówka War Storage Pt.2 przynosi jakąś nadzieję. "War Storage Pt.3" jest za to całkiem znośny. Ba dobry rzekłbym. Dynamiczny, gęsty stalowy sos ze szlifierką kontową w tle. Do tego wydaje mi się, że pojawia się mój ulubiony Ems synthi. Nieśmiało ale odciska swój analogowy charakter na utworze. Do tego oczywiście dudnienie blach na modłę perkusyjną z typową dla merzbow nutką dada. Pojawiają się także piękne echa i metaliczne ryki.

wtorek, 18 marca 2008

Live In Khabarovsk, CCCP (I'm Proud By Rank Of The Workers) -CD26- 1988r.


Jeśli wierzyć tytulowi płyta zqawiera material będący zapisem koncertów Merzbow w Związku Radzieckim. I tak pierwszy utwór " Live At Trade Unions Place Of Culture Hall 23 March 1988" jest zapisem koncertu w Pałacu Kultury Związków Handlowych. Zastanawiam się kto tam zaprosił Masamiego? Nieważne. Set startuje spokojnie. Preparowane pianino, gitary - "delikatny ambiencik" - jak rzekł kiedyś kolega słuchając Stanastonade. Powoli w seci pojawiają się mordowane instrumenty strunowe na kształt skrzypiec. Brzmi to jakby orkiestra grająca Mazowszu nażarła się LSD. Pojawiają się też i jakieś sample z radia aż w końcu kako-fonia naprawdę osiąga zadowalające skąplikowaie. Co ważne całość ma początek środek i zakończenie. Nie jest nudna i pewno Ruscy byli zdziwieni. "Live At Soviet Army Officers House Hall 24 March 1988" czyli Na żywo w Hali Oficerów Armi Radzieckiej...Jezu, wyobrażacie sobie mundurowych armii ZSRR na koncercie MERZBOW???? Ja też ale skoro Merzbow grał dla wieśniaków w Korei to czemu nie dla nich? Przyznam, że set ten jest zaskakujący. Na początek pętla na orientalnych japońskich bębnach, jak w Akirze kiedy Kaneda śmiga motocyklem po Neo Tokio(które jak wiemy musi zostać zniszczone), a akompaiuje jej asynchroniczny fortepian. Wreszcie pojawia się perkusja i to grana na żywo! tak Merzbow był kiedyś perkusistą(grywał w kapelach punkowych i metalowych a jakiś czas temu zagral z Aleciem empire) i dalej nim jest. Więc mamy perkusje na styl progresywnego jazzu której towarzyszą asynchroniczne gitary, fortepian i jakies prepary, taśmy i pochodne. Dobre. Brakuje Johna Zorna i byłby painkiller normalnie. A na końcu ktoś się bawi winylem z nagraniem orkiestry - mega.

poniedziałek, 17 marca 2008

Vratya Southward - CD25- 1987r.


TO już połowa:) Więc jestem coraz bliższy osiągnięcia założonego celu. Mam nadzieje ,że te 109 osób które do tej pory odwiedziło mój blog będzie mnie aktywnie wspierać komentarzami. Dość tego gadania. Więc co my tutaj mamy? Płytę otwiera "Electroacoustic Voyage". Praca ma industrialno ambientowy charakter. Echa, pogłosy, stal i przestrzeń. Do tego jakieś orientalne bębny i coś co brzmi jakby ktoś udawał świaniaka...Tak...knura. Przyznam, że momenty w których słychać coś na kształt szlifierki robią wrażenie. "Electric Red Desart" po bardzo dynamicznym i energetycznym początku skręca w stronę Downtempo i improwizacji jazzowej. Wolno, chaotecznie z jakimiś głosami nagranymi na taśmie. "Lightning" Natomiast to kwintesencja tej płyty. Nagle zmiany w rytmice, czysta sinusoida, syntezator, gitary, blachy, clipping i ambient w jednym. Miejscami wycie na kształt gitar elektrycznych jakiegoś rockowego zespołu.

piątek, 14 marca 2008

Enclosure / Libido Economy -CD24 - 1987r.


Album o bardzo metalowym charakterze. Nie mam ty na myśli szarpania strun gitary ale przede wszystkim metal jako surowiec. Całość bardzo przypomina mi czasy gdy mieszkałem na dzielnicy powszechnie uważanej za przemysłową i niebezbieczną. Płyta brzmi jak cały hałas, który wydobywał się ze Zrembu i Ursusu. Wystarczyłoby zebrać to co było słychać od 8:00 do 15:00 i zmiksować na jedną płytę. Moje skojarzenia to: piszczące suwnice, blachy spadające spod prasy, szlifierki kontowe, tokarki, młotki i pochodzne. Wszystko to w tonacji industrialowo - noisowej. Prawie jakby ktoś biegał z mikrofonem po tych wszystkich halach i nagrywał pracę zakładów. Później starczy dodać nieco efektów i ambientowo-industrialna płyta gotowa. Dodać jeszcze należy, że płyta ma charakter narastąjący i kolejne utwory są coraz bardziej skąplikowane. Miejscami dźwięk ma takie natężenie, że bas zakrywa wszystko i przepuszcza jedynie jakieś mikrotrzaski. Podobało mi się.

czwartek, 13 marca 2008

Mortegage / Batztoutai Extra -CD23- 1986 r.


A miało być tak pięknie... Nie jest. Jest za to nudno i bardzo niemuzycznie. Cały album oparty jest na modulacjach mowy, wyrywków z radia i jakichś tempawych orkiestrowych melodii z festynu oraz standardowych stukach i pukach. Fakt, znów coś innego, ale do jasnej ciasnej czemu tak nudno? Całość jest liniowa do bólu i pozbawiona ekspolzji i wodotrysków. Dupa. Nie będzie nic przez ponad godzinę, tylko te niedoruchane modulacje i jakieś stuki w kanki po mleku. Ani to straszne, ani śmieszne, ani energetyczne, za to frustrujące jak cholera. Nie bierze mnie to wcale. Z drugiej strony ten album naprawdę wyzwolił we mnie jakieś emocje. Bardzo chciałem, by skończył się już po 15 minutach. Więc jednak mnie bierze. I nawet jakiś fortepian macany nieśmiało przez Japończyka nic nie daje. Nuda. Masami stara się zniszczyć muzykę, po raz kolejny mu się udaje. Fajnego materiału są tu według mnie 3 minuty.

środa, 12 marca 2008

Sadomasochismo -cd22- 1985r.


Pierwsza połowa albumu czyli utwory "Antimony Pt.1", "Antimony Pt.2", "Eyes Of Isonokami" jest w zasadzie oparta na tym samym pomyśle. Dźwięki stalowe poddane wielokrotnym przesterom w akompaniamencie niedostrojonych radioodbiorników. Wszystkie te kompozycje można wrzucić do jednego worka. Są przyzwoite, metaliczne, szumiące i noisowe. "The Lampinak - Sarpent Power" to zaś zupełnie nowa jakość. Ściana szumu jest naprwdę twarda i brutalna a do tego w okolicach 4 minuty pojawia się breakdown. To nic, bo w połowie 3 minuty tym wszystkim zgiełkom akompaniuje melodia wydmuchiwana na piszczałkach. Kojarzycie tych ekwadorczyków czy innych niby Indian wydmuchujących piszczłkowe melodie do akompaniamentu z kasety, latem na deptaku w waszym mieście? Tak właśnie taka to melodia. Przyznam, że zestawinie tego całego zgiełku z czymś takim bardzo mi się spodobało. "Carcass On The Floor" jest bardzo rytmiczny i plemianny przy czym jednocześnie szumiący na ten cudowny Merzbowowy sposób. Na sam koniec dostajemy kompozycje powstałą z przetwożonych ptasich pisków (jaskółki jakieś?). Bardzo fajna fieldrecordingowo-ambientowa rzecz, która ukoi wasze uszy po tym całych hałasie. A to, że ktoś coś krzyczy niepokojąco w tle to detal...

wtorek, 11 marca 2008

Pornoise Extra -CD21- 1984 r.


Jeszcze trochę pornohałasu? Proszę bardzo. Zasadniczo na tej płycie jest wszystko. Mocne kwadratowe fale jakiegoś analoga?Check, znajdziecie je w Flesh radio 1 i 2 kompane w strugach białego szumu. Więcej szumu i bezsensu? Oczywiście, Eros Pandora z pewnością przypadnie wam do gustu. Zabawy z pętlami? Jasne, ustawcie Dance Of Dharma-Kala a uraczom was pętle z jakiś śpiewów puszczonych od tyłu oraz krzyki w stylu emo. Także tutaj asortyment użytych szumów jest zadowalający. Odwołanie do kultury polskiej? Ba!, Chopin is Dead. Tak, Szopen nie żyje, uczyli was i mnie w szkole. Fortepian sięgnął bruku, Masami stara się (chyba) oddać akustyczny zapis wyrzucania tego instrumentu przez Ruskich z okna. A raczej stara się oddać brzmienie tego instrumentu już po tym fakcie. Dewastowanie fotepianowych partii? Mam wam mówić? A może Fake Disco noise? Oczywiście też się znalazło w utworach Helgas Death Disco i Risa Supersex, przyznam, że użyte tu pętle perkusyjne są tak żałosne, że aż fajne. Do tego Wszystkiego oczywiście standardowa doza przesterów i blach i mamy bardzo udany i różnorodny album.

poniedziałek, 10 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.3 -cd20- 1984r.


To już trzeci kilogram pornohałasu. Tym razem kompozycje opierają się na pętlach. Pierwszy numer o wdzięcznym tytule "UFO vs British Army" miał zapewne stanowić dźwiękową wizualizacje (czy wizualizacja może być dźwiękowa?) potyczki brytyjskiej armii z niezidentyfikowanym obiektem latającym. Na kawałek składa się pętla złożna z jakiegoś zdania po angielsku. Nie mam pojęcia jakiego. Z czasem atmosfera kawałka zaczyna się zagęszczać i pojawiają się kolejne warstwy szumu i innych hałasów. Całość hipnotyczna i monotonna zarazem ma swój urok. Jeśli kiedyś w nocy obudzicie się z rękoma całymi we krwi możecie podejżewać, że jeśli słuchjaliście tej płyty przyczyną była ta pętla, powtarzana prze pół godziny. "Toy 69" to druga i zarazem ostatnia dekompozycja na tej płtycie. Zawiera ona pętle osadzone w niskich częstotliwościach wzbogacone jęczeniem Japonki, której ktoś robi dobrze. Definitywnie dobrze. Yoko Ono to przy tym nic. Gdzieś w okolicy połowy na chwilę znika prawy kanał - sprawdzam podłączenie słuchawek - nie, tak miało być. Jęki są zmysłowe, pętla taneczna i mechaniczna, kolejne ataki szumu tylko dopełniają ekstatycznego charakteru tego nagrania. Fakt Masami nigdy nie ukrywał zainteresowania BDSM i innymi porno zagadnieniami. Kawałek jest naprawdę brutalnie zmysłowy. No i płyta ma piękną grafikę.

piątek, 7 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.2 - CD19- 1984r.


Kolejny kilogram porohałasu nie przynosi rozczarowania. Otwierający płytę utwór o wdzięcznej nazwie "New Karhma" to zabawa z pętlą trwająca pół godziny. Jest jak pyć powinno, szumiąco i hałaśliwie dość hipnotycznie i brutalnie ale nie za bardzo. Merzbo po raz kolejny udowadnia że można niszczyć muzykę na wiele sposobów. Przez powtórzenie również. Następnie mamy Dynamite Don Don Pt.1. gęstą mieszankę szumu, basu i spontanicznych krzyków. Brak jakichkolwiek zrębów kompozycji. 16 minut ekspozji wzbogaconej czymś na styl odgłosu spadającej bomby. Z jednej strony szkoda, że podle nagrane(brak tych pięknych szumów), z durgiej strony w tym przypadku akurat nagranie na tym zyskało bardziej brutuistyczny charakter. Na deser "Dynamite Don Don Pt.2" równie mroczna i smolista jak pt.1. Co mi się podoba, że co okolo 9 sekund słuchać takie "pip pip". Jest do czego tańczyć. Fale napływającego hałasu i szumu tworzą swoisty huragan a słuchacz jest jakby w oku cyklonu. Muszę przyznać, że na tym etapie zaczynam napotykać pewne problemy jeśli chodzi o opisywanie tego co słyszę. Podsumowując mimo niskiej jakości dźwięku płytka się broni. Do zobaczenia po weekendzie.Pip Pip. A co tam zepsuuje wam pointe ostatniego numeru: na końcu słychać odjeżdżająca motorynkę!

czwartek, 6 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.1 -CD18- 1985r.


Porno i noise - może być lepiej? Merzbox chyba naprawdę się zaczyna rozkręcać. Już rozpoczynający płytę "Industrial" jest mocarny. Mocny osadzony w niskich rejestrach utwór zawiera dodatkowo krzyki, pętle z szumów i piski. czego chcieć więcej? Kolejne 2 utwory Loop Fuck 1 i Loop Fuck 2 zawierają przesterowane piski, metaliczne odgłosy jakiś blach i gitarę. Wszystko bez jakiejkolwiek harmonii cudownie hałaśliwe. Dodatkowo w Loop Fuck 2 pojawiają się jakieś jęki ekstazy..porno i noise - to nie może się nie udać. Obituary 1 i Obituary 2 - prezentują bardzo grube biologicze barwy poddawane ekstremalnym przesterom. Prawdopodobnie to gdzieś w tych okolicach masami odkrył, że efekty gitarowe potrafią zadawać ból. Wszystko brzmi głęboko i jest pochodzenia analogowego. Podobnie jest z ostatnim numerem zawierającym pętle ze zdaniem po angielsku (konkurs jakie to zdanie?). Wszystko buczy, bulgocze, trzeszczy i jest tak ja powinno być przez ponad pół godziny. Solidna robota Masamiego.

środa, 5 marca 2008

Agni Hotra -CD17- 1984r.


Dzieje się. Płyta otwiera tytułowy utwór "Agni Hotra" będący naprwdę mocną industrialno-blaszaną kompozycją. Brzmi jakby ktoś się w niszczenie metalowego garażu młotkiem a na zewnątrz toczyła się wojna. Wybuchy, strzały, buczenie (brzmi trochę jak bombowce śmigłowe). No i kurde wisienka - ktoś krzyczy coś po niemiecku!!!!! Oh jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! kocham to! Niemiecki to najbardziej noisowy język świata. Nagranie bardzo hipnotyczne i bogate. Dalej mamy field recording "Asagaya In Rain". Ulica w jakimś mieście - miły przerywnik. " Swamp Metal " zalewa nas gitarowymy przesterami w sosie z białego hałasu. Metaliczno szumiąca praca, o charakteche pętlowo blaszanym. "Loops In Flames" to pętla z jakiś pisków i towarzyszący jej syntezator oraz pętle z wyrywków nagrań ludzkich głosów. W kolejnym utworze "Arbertus Magnus" o wyraźnym charakterze downtempo znów powraca niemiecki oraz nieco leniwy i gruby loop jakiegoś buczenia. Taki noisowy longue. Pętla oparta na kobiecym głosie to podstawa kolejnego utworu o nazwie " Kunyan ". Jest to dość rytmiczna kompozycja z fajnym wokalem pociętym na modłe hiphopową. Na zakończenie dostajemy naprawdę piękną niską i tłustą barwę w utworze "Untitled Waves". Niemal czuć prąd jaki płynął w syntezatorze. Brzmi trochę jak dnb junkie z Absyntha ale 100 razy grubiej. Barwa ewoluuje pojawiają się dzwoneczki i wogóle robi się niepokojąco ambientowo. Podumowując Masami wyraźnie się rozkręcił.

wtorek, 4 marca 2008

Dying Mapa Tapes 2-3 -CD16- 1983r.


Błagam niech te taśmy wreszcie zdechną. Nuda, i tak mógłbym skończyć ale cóż trzeba jakoś udowodnić, że tego słucham... Więc słowa kluczowe, rozmowy z tlewizji lub radia po japońsku lub angielsku. Jakieś brzdąknięcią na gitarze. Kawałki jpopu. Trochę sumu. Monotonia. Pukanie w mikrofon. Bez zwrotów narracji, bez eksplozji. Ni to jakiś ambient, ni jazz, ni muzyka konkretna... Taki noise wykastrowany. Jakieś pianino? Nic się nie dzieje przez ponad godzinę.Nawet za mało dada jak na dada. A czy wspomniałem, że nagrania są wyjątkowo podłej jakości? Nie? No to są - wyjątkowo podle nagrane, taśmy ze stilonu to przy tym high end. Jedno jednak trzeba przyznać niewyrobiony słuchacz wymięka w 5 sekund. Całość jest potwornie nie muzyczna co jest jednym z fundamentów hałasu.

poniedziałek, 3 marca 2008

Dying Mapa Tapes 1-2 -CD15- 1983r.

Na początku płyty w utworze "Denegration" Merzbow serwuje nam przesterowane bębny i jakieś stuki. Przyjemnie i dość hipnotycznie. Za to drugi kawałek (Indifferent Pt.1) to już nieco bogatsze brzmienie. Rytmiczne pętle i mocne gitarowe sprzęgnięcia i prawie heavy metalowe riffy. Do tego coś co brzmi jak dzikie wrzaski ludzi których obdziera się ze skóry. Indifferent Pt.2 nie jest tak bogaty ale ku końcowi się rozkręca. Słychać gitary które nagle urywają się i ktośc bawi się puszkami po coli i nagrywa wszystko mikrofonem a później bawi się taśmą na nktórej jest to nagrane...Bardzo noisiowe w sensie bezsensu utworu. I wtem następuje przebłysk - "Ooinon For Satva Karman (Sprashutavia) Decoup". Gęsta i głeboka dekompozycja. Osadzona dośc nisko a zarazem bardzo metaluiczna. Z cykaczem - jakby powiedział borixon. Z tym że cykacz to chyba przesterowana gitara. Jest tu sporo dźwięków jaki wydaje znany fanom "pocieracz". Do tego jakieś radia i obraz całości jest bardzo apokaliptyczny. To nagranie brzmi naprawdę jak najbardziej zaawansowane prace Akity. Chaos jest znaczny i brakuje jedynie jakiś świńskich wysokich częstotliwości. "Dharma Kamarage" - jest rytmiczna i bulgocząca ale delikatna z kilkoma jedynie zwrotami akcji. Miejscami analogowe barwy są piękne ale trwają tylko chwilę......