
Nie no ok. To nie jest tak, że się poddałem czy coś albo, że mni się nie chce. Ale tan album w 2/3 mnie totalnie rozczarowuje. Pierwsze dwau utwory: "Mustela Erminea Nippon" i "Mustela Sixasa Namiyei (Including: The Revenge Of The Son Of Monster Magnet)" mimo imponujących tytułów to zwyczajna padaka. Stukanie, pukanie i pseudo skrzypce. Było, było i jeszcze raz było. Choć miejscami jest fajnie i orientalnie to przykro mi ale jest nudno i nijako. Wogóle jakoś mało hałaśliwie. Grupa przedszkolaków robi większy i bardziej asynchroniczny zgiełk. Wstydź się Masami. Za to ostatnia dekompozycja (" Strange Strings ") przypadła mi do gustu. Jest hałaśliwie blaszana (coś jakby ktoś okladał metalowe wiadro trzepaczką do jajek) i dość dynamiczna. A techno walenie, które pojawia się w okolicach połowy przypomina mi twory Dj Skinheada. Dobre jebanie basem nie jest złe, zwłaszcza gdy towarzyszą mu jakieś diaboliczne przestery.














