piątek, 7 marca 2008

Pornoise / 1kg Vol.2 - CD19- 1984r.


Kolejny kilogram porohałasu nie przynosi rozczarowania. Otwierający płytę utwór o wdzięcznej nazwie "New Karhma" to zabawa z pętlą trwająca pół godziny. Jest jak pyć powinno, szumiąco i hałaśliwie dość hipnotycznie i brutalnie ale nie za bardzo. Merzbo po raz kolejny udowadnia że można niszczyć muzykę na wiele sposobów. Przez powtórzenie również. Następnie mamy Dynamite Don Don Pt.1. gęstą mieszankę szumu, basu i spontanicznych krzyków. Brak jakichkolwiek zrębów kompozycji. 16 minut ekspozji wzbogaconej czymś na styl odgłosu spadającej bomby. Z jednej strony szkoda, że podle nagrane(brak tych pięknych szumów), z durgiej strony w tym przypadku akurat nagranie na tym zyskało bardziej brutuistyczny charakter. Na deser "Dynamite Don Don Pt.2" równie mroczna i smolista jak pt.1. Co mi się podoba, że co okolo 9 sekund słuchać takie "pip pip". Jest do czego tańczyć. Fale napływającego hałasu i szumu tworzą swoisty huragan a słuchacz jest jakby w oku cyklonu. Muszę przyznać, że na tym etapie zaczynam napotykać pewne problemy jeśli chodzi o opisywanie tego co słyszę. Podsumowując mimo niskiej jakości dźwięku płytka się broni. Do zobaczenia po weekendzie.Pip Pip. A co tam zepsuuje wam pointe ostatniego numeru: na końcu słychać odjeżdżająca motorynkę!

Brak komentarzy: