poniedziałek, 17 marca 2008

Vratya Southward - CD25- 1987r.


TO już połowa:) Więc jestem coraz bliższy osiągnięcia założonego celu. Mam nadzieje ,że te 109 osób które do tej pory odwiedziło mój blog będzie mnie aktywnie wspierać komentarzami. Dość tego gadania. Więc co my tutaj mamy? Płytę otwiera "Electroacoustic Voyage". Praca ma industrialno ambientowy charakter. Echa, pogłosy, stal i przestrzeń. Do tego jakieś orientalne bębny i coś co brzmi jakby ktoś udawał świaniaka...Tak...knura. Przyznam, że momenty w których słychać coś na kształt szlifierki robią wrażenie. "Electric Red Desart" po bardzo dynamicznym i energetycznym początku skręca w stronę Downtempo i improwizacji jazzowej. Wolno, chaotecznie z jakimiś głosami nagranymi na taśmie. "Lightning" Natomiast to kwintesencja tej płyty. Nagle zmiany w rytmice, czysta sinusoida, syntezator, gitary, blachy, clipping i ambient w jednym. Miejscami wycie na kształt gitar elektrycznych jakiegoś rockowego zespołu.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

gratuluję półmetka :-)

/szelest

DJ JNL/RzezniQ pisze...

Dzięki, walczę dalej.