środa, 23 kwietnia 2008

Music For True Romance Vol.1 -CD40- 1992r.


Kolejna czterdziesta już próba niszczenia muzyki. Czy może zaskoczyć? Otóż tak. Masami to japończyk, człowiek narodu wybranego (nie wiem po co i do czego ale wybranego...). Na tej płycie w ruch idą nagrania innych wykonawców. Nazistowskie werble, symfonie, jakieś śpiewy i folk. Wszystko mocno przesterowane i zapętlone składa się na całkiem hałaśliwy przysmak. Jeśli do tego doliczyć analogowe zawodzenia jakiś syntezatorów, zacięnte płyty CD, blachy i sam geniusz kompozycji - robi się ciekawie. Objętnie czy na warszat jest brana japońska papka, śpiewy czy folk- Merzbow zamienia wszystko w hałas albo efektami albo pentaląc sekwencje w nieskończoność. Bywa głupkowanto i hałaśliwie. Płyta kolarz, bardzo udany.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Stacy Q, Hi Fi Sweet Leaf -CD39- 1991r.


"Decomposed Cockoo", który otwiera tę płytę to nisko osadzony kolaż szumów, buczeń i jazgotu. Czuć zamiłowanie do pogłosów ech i opóźnień. Szumy są wyskie i niskie, metaliczne i organiczne. Całość brzmi jak jednostajna eksplozja i jest bardzo dynamiczna. "Stacy Q, Hi Fi Sweet Leaf" to bardzo mocne preparacje nagrań. Clipping distortion, echa i poglosy. Pętlę, zmiany tempa, przskakiwanie po falach radioodbiornika oraz zabawy z korektorem. I tak fortepian spotyka, jakieś techno, pojawiają się pętle i jakieś kawałki niezidentyfikowanuych nagrań funkowych/rockowych. Z czasem wszystko ulega rozmyciu i staje się hałasem.

czwartek, 17 kwietnia 2008

Hannover Cloud - CD38 - 1990r.


Jak może brzmieć magnetyczna chmura? Chyba tak jak przedstawia to otwierający płytę "Magnetic Void". Kawałek opiera się na szumie. Nie jest to jednak klasyczny biały szum. To metaliczne wycie siejące po różnych częstotliwościach i modulowane na różne sposoby. W żadnym przypadku nienudne. Zmainy dokonywane są bardzo szybko i zarazem dramatycznie. Czysty hałas brak elementów muzycznych aczkolwiek pozbawiony nudy. Dalej mamy "Rocket Bomber". Utwór ma rwano, analogwy, przesterowy charakter. Są wyraźne panningi i hałas niesymetryczny w sesnsie lewy prawy kanał. To dobrze po to Bozia dała stereo. Momentami kanały są calkowicie wiciszane do wlewa do uszu słuchacza kolejną łyżkę miodu, z rtęcią. "Untitled COCK" to praca pogłosowo radiowa o grubym basowym brzmieniu. Pojawiają się urwania i zmiany pasma na hałasy zawieszone bardzo wysoko. Dobre. Natomiast "Autopussy Go No Go 2" ma dobry rytmiczny początek i dużo metaliczych dźwięków w akompaniamencie szumów i blachy oraz jakiegoś zwierania obwodu elektrycznego. Nie wiem może to nie obwód ale takie mam pierwsze skojarzenie. Materia jest bardzo dynamiczna i potwornie rwana, antymuzyczna ze wszechmiar i ostro kująca sopranami w uszy. Muzyka zniszczona.

wtorek, 15 kwietnia 2008

Newark Hellfire - Live On WFMU, 1990 - CD37- 1990r.

Ten krążek to zapis koncertu Merzbow w WFMU. Nie wiem co to jest i nie chce mi się sprawdzać. Cóż takiego dzisiaj mam lenia. Nie zmienia to jednak faktu, że płyta jest interesująca. Czuć, że Merzbow wyraźnie skręcił w stronę hałasu absolutnego. Zero rozpoznawalnych instrumentów. Jeśli nie liczyć "Pocieraka". Czym jest Pocierak? TO urządzenie konstrukcji samego Masamiego, które dziarsko przewieszone niczym gitara towarzyszy Merzbow na większości koncertów. Wygląda to jak skrzyżowanie tarki, płyty aluminiwej i CB radia i jego główną rolą jest wytwarzanie hałasu. Tak naprawdę pewnie ma to jakąś kozacką japońską nazwę ale dla mnie to poprostu pocierak(dość dobrze pracę pocieraka widać tutaj 4:12). Nie ważne, wróćmy do koncertu, jest on dobry. Podstawowym problemem noisowych koncertów jest fakt, że często artysta stawiający ścianę hałasu nie jest w stanie z nią nic zrobić. Nic się nie przebija jest głośno i hałaśliwie i zwyczajnie nudno. Merzbow nie ma z tym problemu. "Pasmo Merzbow dąży do nieskończoności" - tak stwierdził mój kolega i miał rację. Nie ma opcji żeby fale dźwiękowe odmowiły współpracy japońskiemu artyście. Zawsze znajdzie sposób by dodać coś nowego do gęstej materii lub całkowicie ją przemodelować. Słyszałem dwa razy na żywo i ciągle jestem pod wrażeniem tego co Masami potrafi zrobić z dźwiękiem. Ta płyta nie jest wyjątkiem.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Cloud Cock OO Grand -cd36- 1990r.


Bardzo analogowo brzmiąca płyta. Można znaleźć tu dźwięki przypominające ryki szlifirek kontowych jak i bliżej nieokreślonych urządzeń elektrychnych. Są też standarodwe szumy. Całość ma bardzo chaotyczny i szarpany charakter. W każdej sekundzie klimat utworu może się zmienić z niskiego pomrukiwania na na wypalający bębenki syk. Z kroniakrskiego obowiązku dodam, że utwór "Autopussy Go No Go" został użyty na świętej pamięci vivie zwei w programie WAH WAH poświęconym Merzbow i Karkowskiemu. Można poszukać w sieci, bo rzecz warta obejrzenia. Na tym etapie styl Merzbow wydaje się ukształtowany a paleta brzmień jest niezwykle bogata. Co raz mniej pętli a coraz więcej nagłych zmian i antymuzycznych zagrywek. Całość bardzo mi się podoba aczkolwiek muszę wciąż czekać aż Masami kupi EMS`a. Wtedy zacznie się prawdziwy festyn.

piątek, 11 kwietnia 2008

SCUM / Steel Cum -cd35- 1989r.


Zaczyna się jak progresywny utworem "Mona". W utworze "Great Nude Variation No.3" Merz stara się zabić gitarę przesterami albo psuje silnik elektryczny. Bardzo urokliwe. " Duck Exercise " czyli ćwiczenia kaczek, kacze ćwiczeia czy jak to tłumaczyć to rock. Giatry perkusja i odrobina efektów. Trochę jak Zappa ale ten szalony, choć to i tak naciągnięte porównanie. W utworze "Blues In C Minor" dominują elektryczno analoge dźwięki. Tytuł to żart - bluesa tu nie znajdziesz drogi słuchaczu. Znajdziesz za to sporo distortion oraz clippingu. Utwór nie porywa dynamiką ale trzyma dobry poziom. I na koniec zostaje nam "Body". To już dzieje się sporo. Dźwięk jest bardzo żężący a kolejne kakafoniczne trzaski i blachy stanowią miłe urozmaicenie.

wtorek, 8 kwietnia 2008

SCUM / Severances -CD34- 1989r.


"UP Steel CUM" - otwierający tą płytkę brzmi jak zamaskowany progresywny rock. Jakaś gitara, i perkusja przykryta szumiąco - hałaśliwym sosem. Od czsu do czasu ktoś krzyknie. Pojawiają się pogłosy. Występują zarzynane blachy, suwnicowo - dźwigowe jęki i skrajnie metaliczna wiolonczela typu zrobiłem sam i na niej gram. " Catabolism Variation Stereo No.1 " jest natomiast dużo mroczniejszy i bardziej przestrzenny. No i pojawia się mordowanie strun. Bez litości, może to nie struny a metal pilowany cieńką piłką? Nie wiem, nie jestem w stanie stwierdzić, tak samo jak nie mogę ustalić co mówi jakiś zmodulowany głos. Pojawiają się też łagodniejsze partie i demo w tonacji discopolo dance pochodzące z syntezatora lub vintage gry video, o czywiście zakłócana falami hałasu i metalicznych sprzężeń. Ostatni numer "Deaf Forever / Wild Thing / Electric Shaver Forest / De-Soundtrack Variation No.1 / Rap The Khabarovsk (31:01)" dość dobrze opisuje jego nazwa. I choć na rocku się nie znam, Wild thing poznam zawsze. Zwłaszcza porządnie katowane efektami i zaburzane przypadkowymi hałasami. Album mnie nie powalił, ale był ciekawy.

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

SCUM - Scissors For Cutting Merzbow Vol.2 - cd33- 1989r.


Hmm. Tak w zasadzie (albo kwasie beztlenowym) to gdybym nie znał lepiej tworów Merzbow pomyślał bym sobie, że po tej płycie już nic więcej nie da się zrobić. Ta płyta zawierasz WSZYTKO czego potrzebuje dobry hałas. Tak jeśli pytacie czym jest noise to jest to pierwsza płyta z Merzboxa, która go definiuje. Jest tu wszystko. Poglosy, echa blachy, szumy, ryki taśmy, sprzężenia zwrotne, zepsuty silniczek, kostki gitarowe, zdegradowany wokal pręty, ambient, gitary, szmucboxy, skrzypce, ryki giętej blachy. Słowem wszystko czego Masami użył do tej pory. Artysta osiągnął spełnienie.

piątek, 4 kwietnia 2008

SCUM - Scissors For Cutting Merzbow Vol.1 -CD32- 1989r


Bardzo przesteropedałogitarowa płyta. Wszystkie kawałki dość intensywnie korzystają z dobrodziejstw spiętych szeregowo pedałów gitarowych. W ruch poszło także sporo stali oraz gitara. A niewiele rzeczy brzmi tak dobrze jak blachy zgrywane mikrofonem i przepuszczane przez gitarowe efekty. Merzbow najwyraźniej myślał tak samo. Ilość informacji atakujących słuchacza jest naprawdę przyzwoita. Brak jakiejkolwiek rytmiki oraz metalicznośc nagrania również mogą wprawić w zachwyt. Na uwagę zasługują także zabawy z winylem lub taśmami granym i od tyłu w akompaniamencie wielonczeli własnej produkcji. Dolidna japońska robota. Choć dośc monotonna.

wtorek, 1 kwietnia 2008

KIR Transformation -CD31- 1989r.

Dość nudna i ciekawa płyta zarazem. W sumie to chyba lubię pewien porządek w hałasie i nie lubię nudy. Tak mi się wydaje. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie, jakaś niespodzianka od autora i jestem szczęśliwy. Cóż, 40 minut szumu panowanego na lewy i pawy kanał o raz ciętego głośno i cicho mi już nie wystarcza. Całość jest nudna i koszmarnie słabo nagrana. Tyle.