czwartek, 15 maja 2008

Sons Of Slash Noise Metal -cd42- 1993r.


Clipping. W muzyce nieporządane zjawisko. Jednak Merzbow uczynił z niego sztukę. Pierwszy (In-A-Gadda-Veddah) utwór jest przesterowany do granic możliwości, zamazane bębny, gitary i kaskady jęków męczonego sprzętu. Wszystko dojrzałem dynamiczne i pełne uroku. Cross Toad to potężna eksplozja intensywnie ekspolatująca szumy, blachy i pedały gitowe. Skwiercznie, jęki i piski, gruba basowa barwa. Brak rytmiki. Potęga analogu i prawdopodobnie pocieraka. Na dodatek ćierkanie EMS AKS i potężny pojawijący się pogłos. Wyjątkowo nie easy listening. Nie wiem czy już pisałem ale pasmo AKITY dąży do nieskończoności. Kiedy zdaje ci się, że dźwięk jest na tyle gęsty, że już nic nie da się zmieścić Merzbow zawsze znajdzie miejsce by coś dołożyć. "Slash Embryo" mi o tym przypomina. Blachy, szum, szczątki perkusji. Pętle i sam nie wiem co jeszcze. Ten człowiek jest tytanem hałasu. I jeszcze jedno - nie je mięsa. Cóż jakoś ten wegetarianizm objawić się musiał. Bardzo pozytywnie pokurwiona płyta. Chyba najostrzejsza z dotychczasowych w tym blogu.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

tak ładnie napisane, że aż puszczę sobie tą płytkę ;-) yo!

/sz

creep pisze...

Coś ucichło? ;P

Anonimowy pisze...

może ogłuchł? ;-P

/sz