
Tak naprawdę ta płyta mogłaby być dołączona do folderu reklamującego VCS3 and AKS firmy EMS. Otwiera ją mocne uderzenie numeru "Minus Zero", który był niejako singlem, który ją promował. Mocne analogowe uderzenie z tłustym niczym smalec brzmieniem. Czysta brutalność urządzeń angielskiej firmy od pierwszych sekund. Wszystko skąpane w szumie i przesterze. Kwiczące filtry i potworna moc oscylatorów rozrywa głośniki. Pozostałe utwory to dalsze poszukiwania na platformie sprzętowej EMS. Charakterystyczne ćwierkanie i "baseliney" jakich nie powstydziliby się nawet najbardziej hardcorowi dubstepowcy. Bas bywa tak intensywny, że można by nim kruszyć beton. Na szczególną uwagę zasługuje "Little Bang" z bardzo charakterystycznym buczeniem otoczonym kakofonią męczonych blach. Gęsta płyta. Idealna na długie zimowe wieczory.
1 komentarz:
Jacek, ja nie rozumiem tej muzyki, ale recenzja bardzo obrazowa hehe :)
- Gacek
Prześlij komentarz